... Nie umiałam kontrolować emocji, nie w takiej sytuacji.
- O co ci chodzi? Kurwa, pogróżka? Demolowanie? Wyobraźnia płata figle? To nie w moim stylu księżniczko- zaśmiał się chamsko.
- Ona mówi prawdę, Ashton. Opowiedziała mi, że najpierw ją straszyłeś, potem ktoś za nią szedł a po wejściu do domu zastała pobojowisko i tą kartkę. Chcemy wiedzieć tylko czy masz coś z tym wspólnego. - Staruszka podeszła do sprawy na spokojnie.
- Babciu myślałem, że mi ufasz, a ty pytasz czy ja to zrobiłem. Wiesz, że taki nie jestem, nie zrobiłbym tego nigdy. - Ashton spojrzał na babcię z żalem w oczach.
- Kochanie wiesz, że ci ufam. Ja tylko chciałam się upewnić. Przepraszam, zwątpiłam w ciebie, ale cię kocham, najbardziej na świecie. Wybaczysz mi? - Na twarzy chłopaka widać było zawachanie. Jednak nie trwało długo, podszedł do starszej pani i mocno ją przytulił.
- Kocham cię babciu.
Poczułam się niepotrzebna, oni mieli moment dla siebie. Ashton miał rację, niszczyłam spokojne życie jego babci, przeze mnie zwątpiła w niego. Cholera, mają taki świetny kontakt a moi dziadkowie wogóle nie liczyli się z moim zdaniem. Całkiem porwał ich świat showbiznesu. Chciałabym tak szybko dojść do porozumienia z moją babcią, nierealne. Postanowiłam wyjść by nie przerywać im, już i tak zbyt dużo namieszałam.
- Ej ty, zaczekaj - byłam już przy drzwiach gdy usłyszałam blondyna.
- Lepiej pójdę, już i tak zajęłam wam dużo czasu. Przepraszam.
- Boże, jaka ty jesteś uparta! Zaczekaj, pójdę z tobą zobaczyć tą demolkę.
- Ale ja poradz...
- Nie obchodzi mnie to. Pa babciu - przerwał mi i pożegnał się z panią Irwin. Zaszliśmy do mnie, chłopak oglądał wszystko dokładnie z zaciekawieniem.
- Ashton, tak? - Spytałam niepewnie.
- Taa.
- Dziękuję za pomoc, no i chciałabym przeprosić, że... No wiesz o co mi chodzi - nie umiałam znaleść odpowiednich słów.
- Posłuchaj... Eleanor, Edith, kurwa ktokolwiek...
- Jestem Elisabeth.
-Ok, Elisa, nie lubię cię co pewnie już zauważyłaś. Pomagam ci tylko ze względu na moją babcię, ona cię lubi, nie wiem czemu, ale tak jest. Nie chcę żeby miała jakieś problemy, rozumiesz? - Kiwnęłam tylko głową. Co innego mogłam zrobić czy powiedzieć, nic. Chłopak rozejrzał się jeszcze po pokoju.
- Obejrzenie tego syfu to jedyne co mogę zrobić. Nie znam nikogo kto mógłby ci zaszkodzić. Pewnie to tylko głupi żart gówniarzy z sąsiedniego osiedla, wszyscy na nich narzekają. To co mogę ci poradzić to posprzątanie tego bałaganu, a i następnym razem postaraj się sprawdzić czy zamknęłaś drzwi. No to na mnie pora. Bardziej nie pomogę, jeszcze mogę zaszkodzić - rozejrzał się ponownie i chyba pierwszy raz w życiu uśmiechnął się do mnie.
- Ashton, dziękuję - chciałam go przytulić w ramach podziękowania lecz jedyne co zrobiłam to spojrzałam w jego tęczówki. Miały idealny odcien, mogłabym wpatrywać się w nie godzinami. Chwila, o czym ja myślę?
- Spoko, uważaj na siebie, czy coś.
poniedziałek, 12 stycznia 2015
sobota, 10 stycznia 2015
Rozdział 6 cz. I
Bez zastanowienia wybiegłam z domu i skierowałam się do pani Irwin. Ten chłopak, który dzisiaj mi zagroził z pewnością ma coś wspólnego ze staruszką. Muszę się dowiedzieć czego on ode mnie chce. Ze złością zapukałam do drzwi. Pojawiła się w nich staruszka, nieco zdezorientowana.
- Elisabeth, dziecko, co się ... - nie pozwoliłam jej na dokończenie.
- To ja chcę wiedzieć co się dzieje! Proszę, niech mi pani powie kim jest chłopak, który często do pani przyjeżdża! - Podniosłam głos ze zdenerwowania, wiem, nie powinnam, ale emocje mną zawładnęły.
- Elisabeth, przykro mi, ale nie mogę ci powiedzieć, obiecałam.
- Musi mi pani powiedzieć, tutaj nie chodzi tylko o panią ale także o to co mi zagraża!
- Dziecko, uspokój się i wytłumacz o co ci chodzi - staruszka poprosiła spokojnym głosem.
- Nie umiem zachować spokoju, nie w sytuacji gdy on mi grozi w schronisku, ktoś mnie śledzi w drodze do domu, mój dom wygląda jakby przeszło tornado, na dodatek znalazłam list z pogróżką - wyjaśniłam podając jej kartkę.
- To niemożliwe, to nie mógł być Ashton, obiecał... -starsza pani nagle zamilkła.
- Co obiecał, kim on jest, dlaczego pani nic nie mówi? - W mojej głowie kłębiło się milion pytań.
- To... Elisabeth, Ashton to mój wnuk - odparła po chwili. W jednym momencie poczułam jakbg uleciało ze mnie powietrze. Nie wiem co mam myśleć. To jej rodzina, na dodatek najbliższa. Ale co on chce ode mnie i skąd zna mojego ojca?
- Ashton, musisz do mnje przyjechać... Musimy porozmawiać... Nie obchodzi mnie to, masz tu przyjechać! - Usłyszałam jak staruszka rozmawia przez telefon.
- Niedługo wszystko się wyjaśni Elisabeth - zwróciła się do mnie.
- Myśli pani, że to on?
- Nie wiem, mam nadzieję, że nie -uśmiechnęła się pod nosem.
- Wiesz, było mi ciężko gdy rodzice Ashtona rozwiedli się i każde poszło w swoją stronę. Dla Asha to było jak cios w serce, trudno mu było rozstać się z domem i ze mną. Potem było tylko gorzej, mój wnuk wdał się w nieciekawe towarzystwo, stał się zły i nieprzystępny. Myślałam, że jego przyjaciele jakoś mu pomogą ale oni tylko stali się podobni do niego. Teraz pewnie nie myślisz dobrze o tym chłopaku, ale Ashton nie jest zły, tylko ta cała sytuacja go zmieniła. On nie mógłby zrobić czegoś takiego.
Słuchając słów staruszki całkowicie się pogubiłam. Nie wiem czy wierzyć jej czy temu co zobaczyłam. Z jednej strony pani Irwin może bronić wnuka, ale z drugiej strony otwarła się przede mną. Nie miałaby powodu żeby kłamać. Chciałam jej powiedzieć, że rozumiem jak jej ciężko lecz przerwał nam blondyn.
- Jestem babciu, co było takiego ważnego? - Spytał, przytulając staruszkę. Pierwszy raz widziałam go z iskierką radości w ogromnych oczach. Jego radość nie trwała długo. Spojrzenie chłopaka zatrzymało się na mnie, jego spojrzenie wydawało się być lodowate.
- Co ona tu robi? - Wysyczał przez zęby.
- Właśnie o tym musimy porozmawiać.
- Babciu, uwierz, nie obchodzi mnie jakaś pusta lalunia z Sydney, której nawet nie powinno tutaj być. Niech tam wraca i robi tą swoją karierę modeleczki. Poza tym do kurwy, czemu jej powiedziałaś kim jestem?! Złamałaś obietnicę! - Chłopak zaczął krzyczeć na własną babcię, co z nim nie tak?!
- Posłuchaj, to nie jej wina tylko moja, ja ... - zaczęłam.
- Nie, to ty mnie posłuchaj. Nie wiem po co tu przyjechałaś i mącisz w życiu mojej babci, ale dobrze ci radzę, lepiej wracaj tam skąd jesteś. Raz już cię ostrzegałem, żebyś się kurwa nie wtrącała bo nie skończy się to dla ciebie dobrze do cholery! - Teraz ja stałam się jego celem, ale nie dam mu się tak łatwo.
- Demolujesz mi dom, w dodatku dom, który kupiłam od twojej babci i jakby tego było mało zostawiasz mi list. "Twój koszmar się zacznie"? Kolejna groźba? Co jest z tobą do cholery nie tak?! - Również zaczęłam krzyczeć, niestety nie byłam tak silna jak on, mój krzyk pomieszał się ze łzami strachu i złości. Nie umiałam kontrolować emocji, nie w takiej sytuacji...
Przepraszam za jakiekolwiek błędy, tekst był dodany z telefonu ;) część II w poniedziałek
- Elisabeth, dziecko, co się ... - nie pozwoliłam jej na dokończenie.
- To ja chcę wiedzieć co się dzieje! Proszę, niech mi pani powie kim jest chłopak, który często do pani przyjeżdża! - Podniosłam głos ze zdenerwowania, wiem, nie powinnam, ale emocje mną zawładnęły.
- Elisabeth, przykro mi, ale nie mogę ci powiedzieć, obiecałam.
- Musi mi pani powiedzieć, tutaj nie chodzi tylko o panią ale także o to co mi zagraża!
- Dziecko, uspokój się i wytłumacz o co ci chodzi - staruszka poprosiła spokojnym głosem.
- Nie umiem zachować spokoju, nie w sytuacji gdy on mi grozi w schronisku, ktoś mnie śledzi w drodze do domu, mój dom wygląda jakby przeszło tornado, na dodatek znalazłam list z pogróżką - wyjaśniłam podając jej kartkę.
- To niemożliwe, to nie mógł być Ashton, obiecał... -starsza pani nagle zamilkła.
- Co obiecał, kim on jest, dlaczego pani nic nie mówi? - W mojej głowie kłębiło się milion pytań.
- To... Elisabeth, Ashton to mój wnuk - odparła po chwili. W jednym momencie poczułam jakbg uleciało ze mnie powietrze. Nie wiem co mam myśleć. To jej rodzina, na dodatek najbliższa. Ale co on chce ode mnie i skąd zna mojego ojca?
- Ashton, musisz do mnje przyjechać... Musimy porozmawiać... Nie obchodzi mnie to, masz tu przyjechać! - Usłyszałam jak staruszka rozmawia przez telefon.
- Niedługo wszystko się wyjaśni Elisabeth - zwróciła się do mnie.
- Myśli pani, że to on?
- Nie wiem, mam nadzieję, że nie -uśmiechnęła się pod nosem.
- Wiesz, było mi ciężko gdy rodzice Ashtona rozwiedli się i każde poszło w swoją stronę. Dla Asha to było jak cios w serce, trudno mu było rozstać się z domem i ze mną. Potem było tylko gorzej, mój wnuk wdał się w nieciekawe towarzystwo, stał się zły i nieprzystępny. Myślałam, że jego przyjaciele jakoś mu pomogą ale oni tylko stali się podobni do niego. Teraz pewnie nie myślisz dobrze o tym chłopaku, ale Ashton nie jest zły, tylko ta cała sytuacja go zmieniła. On nie mógłby zrobić czegoś takiego.
Słuchając słów staruszki całkowicie się pogubiłam. Nie wiem czy wierzyć jej czy temu co zobaczyłam. Z jednej strony pani Irwin może bronić wnuka, ale z drugiej strony otwarła się przede mną. Nie miałaby powodu żeby kłamać. Chciałam jej powiedzieć, że rozumiem jak jej ciężko lecz przerwał nam blondyn.
- Jestem babciu, co było takiego ważnego? - Spytał, przytulając staruszkę. Pierwszy raz widziałam go z iskierką radości w ogromnych oczach. Jego radość nie trwała długo. Spojrzenie chłopaka zatrzymało się na mnie, jego spojrzenie wydawało się być lodowate.
- Co ona tu robi? - Wysyczał przez zęby.
- Właśnie o tym musimy porozmawiać.
- Babciu, uwierz, nie obchodzi mnie jakaś pusta lalunia z Sydney, której nawet nie powinno tutaj być. Niech tam wraca i robi tą swoją karierę modeleczki. Poza tym do kurwy, czemu jej powiedziałaś kim jestem?! Złamałaś obietnicę! - Chłopak zaczął krzyczeć na własną babcię, co z nim nie tak?!
- Posłuchaj, to nie jej wina tylko moja, ja ... - zaczęłam.
- Nie, to ty mnie posłuchaj. Nie wiem po co tu przyjechałaś i mącisz w życiu mojej babci, ale dobrze ci radzę, lepiej wracaj tam skąd jesteś. Raz już cię ostrzegałem, żebyś się kurwa nie wtrącała bo nie skończy się to dla ciebie dobrze do cholery! - Teraz ja stałam się jego celem, ale nie dam mu się tak łatwo.
- Demolujesz mi dom, w dodatku dom, który kupiłam od twojej babci i jakby tego było mało zostawiasz mi list. "Twój koszmar się zacznie"? Kolejna groźba? Co jest z tobą do cholery nie tak?! - Również zaczęłam krzyczeć, niestety nie byłam tak silna jak on, mój krzyk pomieszał się ze łzami strachu i złości. Nie umiałam kontrolować emocji, nie w takiej sytuacji...
Przepraszam za jakiekolwiek błędy, tekst był dodany z telefonu ;) część II w poniedziałek
piątek, 2 stycznia 2015
Rozdział 5
"To była jej kolejna ucieczka przed życiem, przed tym co może je odmienić."
Dzisiaj minął dokładnie miesiąc odkąd się usamodzielniłam. Tak, daję sobie radę. Znalazłam pracę w schronisku dla zwierząt. Mam dobry kontakt z panią Irwin. To naprawdę miła osoba, pomogła mi się odnaleść w mojej sytuacji i trochę zastępuje mi rodzinę. A propo rodziny, nie kontaktowałam się jeszcze z nimi, wiem, że jeszcze są na mnie źli. Czasem w nocy śni mi się tajemniczy blondyn ale przestałam go widywać.
- Siema, jak leci?- Przywitał się.
- Hej Mickey, jest dobrze.- "Chyba" nasunęło mi się na myśl.
- To co, tak jak zwykle? Ja biorę pierwszy sektor a ty drugi?- Spytał.
- Jasne, bierzmy się do pracy.- I na tym koniec naszej rozmowy czy innych, ten chłopak wyglądał na tajemniczego i skrytego. Praca w takich warunkach odpowiadała mi, żadnych zbędnych pytań, rozmów, spoufaleń, jedna wielka cisza. Michael też nie miał nic przeciwko, po prostu zabierał się do swojej pracy i nie wymagał ode mnie żadnych historii z życia.
- Clifford, mała przerwa, musisz z nami iść.- Usłyszałam jak ktoś woła.
- Stary, nie teraz, nie mogę tak po prostu sobie ot tak wyjść, poza tym Simona nie ma.
- Nie rozumiesz, że jest to, kurwa, pilne?!
- Na prawdę nie mogę- Michael coraz bardziej ulegał wpływowi tego faceta.
- Przepraszam, ale słyszałam waszą rozmowę- wtrąciłam wychodząc z boksu.- Ale Michael nie może wyjść, jest na swojej zmianie a jeśli szef wróci i zauważy, że go nie ma, wtedy Mick może wylecieć.
- Dlaczego do kurwy nędzy wtrącasz się do naszej rozmowy?!- Chłopak z krzykiem odwrócił się w moją stronę. To ten sam chłopak, który był u pani Irwin. Widać było u niego rosnącą złość.
- Um... Ja... - z zdenerwowania nie umiałam wypowiedzieć słowa.
- Dowiem się dzisiaj czemu się wtrącasz czy raczej nie dasz rady się wyjąkać- uśmiechnął się ze swojego marnego dowcipu.
- Ashton zostaw ją, ona nie chciała się odzywać- Michael stanął w mojej obronie.
- Jak uroczo, od kiedy stałeś się taki sentymentalny, to jak dowiem się?- Zwrócił się do mnie.
- Nie możesz tak sobie przychodzić tutaj i oczekiwać, że każdy będzie na twoje oczekiwanie.- Dumnie odpowiedziałam. Moja odwaga jednak szybko wyparowała, blondyn podszedł do mnie, stał tak blisko, nasze twarze dzieliły tylko milimetry.
- Posłuchaj mnie, nie wiesz kim jestem, cholera nawet nie chcesz tego wiedzieć, jedno moje słowo a twoje idealne życie może zamienić się w koszmar. Więc siedź, kurwa, cicho i nie wtrącaj się. A i jeszcze jedno, gdy wróci ten wasz pieprzony szef wróci, masz kryć mojego kumpla, jeśli nie pożałujesz tego.
Groźby blondyna zmusiły mnie do kiwnięcia głową na znak, że się zgadzam. Chłopak odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.
- Moje życie nie jest idealne- tylko to udało mi się z siebie cicho wyksztusić. Najwyraźniej nie tak cicho jak mi się wydawało. Blondyn zaciekawiony spojrzał na mnie i wyszedł.
Coś w tym chłopaku nakazywało, żeby mu się nie stawiać. Wyglądał na typowego badboya, a nie na chłopca z dobrego domu.
Michael skierował się do wyjścia, zawachał się przed wyjściem.
- Ellie, przepraszam. On... On nie jest taki zły, naprawdę wybacz.
- Michael, po prostu idź, w razie czego cię kryję.
- Clifford, rusz ten swój tyłek- usłyszeliśmy z zewnątrz.
Chłopak odwrócił się z niechęcią i wyszedł. I co ja mam teraz zrobić? Jeśli pan Simon zauważy, że Mickey wyszedł, obydwoje będziemy mieć przechlapane, jak nic nas wyleje. Dobra, lepiej zabrać się do pracy. Dzisiaj mam dwa razy więcej pracy.
- Już idę!
- Chcę ci tylko przekazać, że wyjeżdżam na tydzień. Schronisko jest na waszej głowie, jasne? Swoją drogą gdzie on jest? - Spytał.
- Yy... Eee... On... Michael źle się poczuł, wyszedł na chwilę na zewnątrz, niedługo powinien wrócić. - Marne tłumaczenie.
- To dziwne, przed chwilą go tam nie widziałem- czyżby pan Simon domyślił się że kłamię?
- Um... To może pójdę go poszukać- zaproponowałam.
- Nie! Zostajesz tutaj! Co wy oboje kombinujecie?!
- Już jestem!
- Michael, lepiej się czujesz? Podobno nie było z tobą tak dobrze jak wyglądasz? - Zapytał szef.
- Co? Aaa. Tak, już mi lepiej, mogę wracać do pracy - Clifford wytłumaczył się, z małą pomocą moich gestów, gdyby nie to z pewnością wymyśliłby inną historię, co wkopałoby mnie jeszcze bardziej.
- Świetnie, wracajcie do pracy - zwrócił się do nas, następnie odwrócił się do mnie. - A ty moja droga, po powrocie będę cię mieć na oku.
No oczywiście, kryłam tyłek kolegi i podpadłam szefowi.
- Liss, dziękuję, uratowałaś mnie.
- Michael, lepiej wracajmy do pracy.
Reszta pracy minęła szybko. Po dokładnym zamknięciu i sprawdzeniu wszystkiego wyszliśmy na zewnątrz. Wieczór był chłodny i był jednym z tych, kiedy chmury zasłaniają księżyc.
- Może chcesz żeby cię odprowadzić - spytał Mickey.
- Z wielką chęcią ale może innym razem, twoi znajomi czekają - wskazałam na stojący samochód.
- Możemy cię podwieść - nie ustawał chłopak.
- Naprawdę dziękuję, twój przyjaciel chyba za mną nie przepada. To do zobaczenia jutro.
- Do zobaczenia - po raz pierwszy mnie przytulił. Dodał cicho: - uważaj na siebie.
Skierował się do samochodu i odjechali. Zaczęłam się zastanawiać skąd ta nagła troska o mnie, czyżby jednak nie wierzył w tą dobroć przyjaciela?
Ruszyłam do domu. Było ciemniej niż zwykle. Nawet latarnie nie świeciły tak jasno jak zwykle. Miałam złe przeczucie, zignorowałam je jak zwykle. Będąc jakieś dwie przecznice od domu usłyszałam jakby ktoś za mną szedł. Osoba za mną nagle zaczęła biec, instynktownie się odwróciłam, zobaczyłam mężczyznę ubranego na czarno z kapturem na głowie i zasłoniętą twarzą. Teraz nabrałam pewności, on mnie gonił. Ruszyłam biegiem, dotarłam do furtki. Przy drzwiach zawładnął mną strach, nie mogłam znaleść kluczy. Zdenerwowana spojrzałam na ulicę ale nikogo nie było. Przecież nie mogłam sobie tego wymyśleć. Spokojniesza weszłam do domu, lecz to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Salon wyglądał jak istne pobojowisko, wszędzie leżały porozrzucane rzeczy. W sypialni było nie lepiej, na dodatek na lustrze wisiała przyczepiona kartka: "Lubisz koszmary? Twój zaraz się zacznie księżniczko. PS pozdrowienia dla tatusia"
Dzisiaj minął dokładnie miesiąc odkąd się usamodzielniłam. Tak, daję sobie radę. Znalazłam pracę w schronisku dla zwierząt. Mam dobry kontakt z panią Irwin. To naprawdę miła osoba, pomogła mi się odnaleść w mojej sytuacji i trochę zastępuje mi rodzinę. A propo rodziny, nie kontaktowałam się jeszcze z nimi, wiem, że jeszcze są na mnie źli. Czasem w nocy śni mi się tajemniczy blondyn ale przestałam go widywać.
***
Kolejny dzień w pracy. Nawet bardzo ją polubiłam, daję tym zwierzakom miłość na jaką zasłużyły, a one odwdzięczają się przytulaniem. W schronisku pracuje też chłopak o imieniu Michael, widać, że kocha zwierzęta ale ukrywa to chcąc być twardzielem. Typowe. Często znika, ale to nie moja sprawa. Tak?- Siema, jak leci?- Przywitał się.
- Hej Mickey, jest dobrze.- "Chyba" nasunęło mi się na myśl.
- To co, tak jak zwykle? Ja biorę pierwszy sektor a ty drugi?- Spytał.
- Jasne, bierzmy się do pracy.- I na tym koniec naszej rozmowy czy innych, ten chłopak wyglądał na tajemniczego i skrytego. Praca w takich warunkach odpowiadała mi, żadnych zbędnych pytań, rozmów, spoufaleń, jedna wielka cisza. Michael też nie miał nic przeciwko, po prostu zabierał się do swojej pracy i nie wymagał ode mnie żadnych historii z życia.
- Clifford, mała przerwa, musisz z nami iść.- Usłyszałam jak ktoś woła.
- Stary, nie teraz, nie mogę tak po prostu sobie ot tak wyjść, poza tym Simona nie ma.
- Nie rozumiesz, że jest to, kurwa, pilne?!
- Na prawdę nie mogę- Michael coraz bardziej ulegał wpływowi tego faceta.
- Przepraszam, ale słyszałam waszą rozmowę- wtrąciłam wychodząc z boksu.- Ale Michael nie może wyjść, jest na swojej zmianie a jeśli szef wróci i zauważy, że go nie ma, wtedy Mick może wylecieć.
- Dlaczego do kurwy nędzy wtrącasz się do naszej rozmowy?!- Chłopak z krzykiem odwrócił się w moją stronę. To ten sam chłopak, który był u pani Irwin. Widać było u niego rosnącą złość.
- Um... Ja... - z zdenerwowania nie umiałam wypowiedzieć słowa.
- Dowiem się dzisiaj czemu się wtrącasz czy raczej nie dasz rady się wyjąkać- uśmiechnął się ze swojego marnego dowcipu.
- Ashton zostaw ją, ona nie chciała się odzywać- Michael stanął w mojej obronie.
- Jak uroczo, od kiedy stałeś się taki sentymentalny, to jak dowiem się?- Zwrócił się do mnie.
- Nie możesz tak sobie przychodzić tutaj i oczekiwać, że każdy będzie na twoje oczekiwanie.- Dumnie odpowiedziałam. Moja odwaga jednak szybko wyparowała, blondyn podszedł do mnie, stał tak blisko, nasze twarze dzieliły tylko milimetry.
- Posłuchaj mnie, nie wiesz kim jestem, cholera nawet nie chcesz tego wiedzieć, jedno moje słowo a twoje idealne życie może zamienić się w koszmar. Więc siedź, kurwa, cicho i nie wtrącaj się. A i jeszcze jedno, gdy wróci ten wasz pieprzony szef wróci, masz kryć mojego kumpla, jeśli nie pożałujesz tego.
Groźby blondyna zmusiły mnie do kiwnięcia głową na znak, że się zgadzam. Chłopak odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.
- Moje życie nie jest idealne- tylko to udało mi się z siebie cicho wyksztusić. Najwyraźniej nie tak cicho jak mi się wydawało. Blondyn zaciekawiony spojrzał na mnie i wyszedł.
Coś w tym chłopaku nakazywało, żeby mu się nie stawiać. Wyglądał na typowego badboya, a nie na chłopca z dobrego domu.
Michael skierował się do wyjścia, zawachał się przed wyjściem.
- Ellie, przepraszam. On... On nie jest taki zły, naprawdę wybacz.
- Michael, po prostu idź, w razie czego cię kryję.
- Clifford, rusz ten swój tyłek- usłyszeliśmy z zewnątrz.
Chłopak odwrócił się z niechęcią i wyszedł. I co ja mam teraz zrobić? Jeśli pan Simon zauważy, że Mickey wyszedł, obydwoje będziemy mieć przechlapane, jak nic nas wyleje. Dobra, lepiej zabrać się do pracy. Dzisiaj mam dwa razy więcej pracy.
***
- Elisabeth, pozwól na chwilę- ups, to po mnie.- Już idę!
- Chcę ci tylko przekazać, że wyjeżdżam na tydzień. Schronisko jest na waszej głowie, jasne? Swoją drogą gdzie on jest? - Spytał.
- Yy... Eee... On... Michael źle się poczuł, wyszedł na chwilę na zewnątrz, niedługo powinien wrócić. - Marne tłumaczenie.
- To dziwne, przed chwilą go tam nie widziałem- czyżby pan Simon domyślił się że kłamię?
- Um... To może pójdę go poszukać- zaproponowałam.
- Nie! Zostajesz tutaj! Co wy oboje kombinujecie?!
- Już jestem!
- Michael, lepiej się czujesz? Podobno nie było z tobą tak dobrze jak wyglądasz? - Zapytał szef.
- Co? Aaa. Tak, już mi lepiej, mogę wracać do pracy - Clifford wytłumaczył się, z małą pomocą moich gestów, gdyby nie to z pewnością wymyśliłby inną historię, co wkopałoby mnie jeszcze bardziej.
- Świetnie, wracajcie do pracy - zwrócił się do nas, następnie odwrócił się do mnie. - A ty moja droga, po powrocie będę cię mieć na oku.
No oczywiście, kryłam tyłek kolegi i podpadłam szefowi.
- Liss, dziękuję, uratowałaś mnie.
- Michael, lepiej wracajmy do pracy.
Reszta pracy minęła szybko. Po dokładnym zamknięciu i sprawdzeniu wszystkiego wyszliśmy na zewnątrz. Wieczór był chłodny i był jednym z tych, kiedy chmury zasłaniają księżyc.
- Może chcesz żeby cię odprowadzić - spytał Mickey.
- Z wielką chęcią ale może innym razem, twoi znajomi czekają - wskazałam na stojący samochód.
- Możemy cię podwieść - nie ustawał chłopak.
- Naprawdę dziękuję, twój przyjaciel chyba za mną nie przepada. To do zobaczenia jutro.
- Do zobaczenia - po raz pierwszy mnie przytulił. Dodał cicho: - uważaj na siebie.
Skierował się do samochodu i odjechali. Zaczęłam się zastanawiać skąd ta nagła troska o mnie, czyżby jednak nie wierzył w tą dobroć przyjaciela?
Ruszyłam do domu. Było ciemniej niż zwykle. Nawet latarnie nie świeciły tak jasno jak zwykle. Miałam złe przeczucie, zignorowałam je jak zwykle. Będąc jakieś dwie przecznice od domu usłyszałam jakby ktoś za mną szedł. Osoba za mną nagle zaczęła biec, instynktownie się odwróciłam, zobaczyłam mężczyznę ubranego na czarno z kapturem na głowie i zasłoniętą twarzą. Teraz nabrałam pewności, on mnie gonił. Ruszyłam biegiem, dotarłam do furtki. Przy drzwiach zawładnął mną strach, nie mogłam znaleść kluczy. Zdenerwowana spojrzałam na ulicę ale nikogo nie było. Przecież nie mogłam sobie tego wymyśleć. Spokojniesza weszłam do domu, lecz to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Salon wyglądał jak istne pobojowisko, wszędzie leżały porozrzucane rzeczy. W sypialni było nie lepiej, na dodatek na lustrze wisiała przyczepiona kartka: "Lubisz koszmary? Twój zaraz się zacznie księżniczko. PS pozdrowienia dla tatusia"
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Rozdział 4
"Pierwsza książka, pocałunek, ucieczka z domu są zawsze najlepsze. "
Czas do pokazu i wyprowadzki mijał nieubłaganie szybko. Każdego dnia zastanawiałam się czy dobrze robię. Poza tym często śnił mi się ten tajemniczy blondyn i jego wzrok przepełniony nienawiścią. O co mu chodziło? Co ja zrobiłam? Może chodzi o ten dom, podpowiadała podświadomość. Ale przecież ten dom stał już na sprzedaż jakiś czas, na pewno nie chodziło o to.
Rodzice byli na tyle zajęci pokazem, że nawet nie zauważyli jak powoli z mojego pokoju zaczęły znikać ubrania i rzeczy osobiste. Nikt nie zwracał na to uwagi. Przynajmniej nie muszę się nikomu tłumaczyć.
(Dzień pokazu/wyprowadzki)
Obudziłam się rano męczona koszmarem. Śniło mi się, że ktoś mnie gonił, jego słowa utkwiły mi w pamięci. "Nie uciekniesz przede mną, nigdy". Co się do cholery jasnej dzieje ze mną?! Zeszłam do kuchni, o dziwo byli wszyscy. Tata, mama, Elena, nawet babcia i dziadek. Czuć było atmosferę podekscytowania.
- Lisa, kochanie, my z tatą i dziadkami niedługo jedziemy. Proszę cię, bądź z siostrą dwie godziny przed pokazem.Tylko się nie spóźnijcie.- Mama była poddenerwowana.
- Ale na pewno muszę brać udział w tym pokazie?- Spytałam bez nadzieji w głosie.
- Jasne, że tak, kochanie otwierasz i zamykasz pokaz. Poza tym, koniec głupich pytań, do zobaczenia niedługo moje modeleczki- tak po prostu wyszła jak i wszyscy. Spojrzałam na Elenę chcąc sprawdzić jak bardzo jest zła za słowa matki. Ale na jej twarzy można było wyczytać radość, ale nie taką gdy wygrała pierwszy konkurs piękności, jej radość była jakby smutna.
- Elena, chciałabym ci powiedzieć, że pomimo naszych relacji bardzo cię kocham i nieważne gdzie będę zawsze będziesz moją kochaną siostrzyczką- powiedziałam, że łzami w oczach.
- Oh, Elisabeth dlaczego się wyprowadzasz? Jeszcze możemy wszystko naprawić, powiemy rodzicom. Nie chcę, żebyś wyjeżdżała!- Elena zaczęła płakać i chyba pierwszy raz w życiu przytuliła się do mnie.
- El, za późno, poza tym będę tylko w Hornsby, kiedy chcesz możesz mnie odwiedzić. Mam nadzieję, że godnie zastąpisz mnie na pokazie i nie powiesz rodzicom gdzie będę ok?
- Dobrze, obiecuję.- Powiedziała kładąc rękę na sercu. Może Elena nie była taka zła, walczyła tylko o to co kocha, tak jak ja.
- Elisabeth, zaczekaj- usłyszałam, gdy miałam już wychodzić z pomieszczenia.- Ja... Ja chcę cię przeprosić za to jaka byłam. Zachowywałam się podle wobec ciebie. To nie prawda, że cię nienawidzę. Gdybym mogła cofnąć czas nie byłabym taką wredną zołzą. Mam tylko cichą nadzieję, że mi wybaczysz. Kocham cię siostro.- Jej słowa wypełnione smutkiem strasznie mnie zdziwiły. Ale cieszę się, że jednak nie jestem jej wrogiem.
- Em... Ja też cię kocham Elena- jedyne słowa, które potrafiłam w tej chwili powiedzieć. Przytuliłyśmy się i pożegnałyśmy.
Jakie to dziwne, prawda? Przez całe życie jesteś czyimś wrogiem aż nagle taka scena miłości. Niestety, bywa.
Pora zanieść resztę moich rzeczy do samochodu, odpalić silnik i rozpocząć nowe życie. Brzmi łatwo. Ostatni raz spojrzałam na mój pokój. Przed oczyma przeleciały mi wspomnienia. Moje urodziny, zabawy, nocowanie z koleżankami, popołudnia z herbatką z panną Dolly i innymi zabawkami. Wiele przygotowań na imprezy, pokazy, imprezy charytatywne. Wiele wylanych łez, sekretów i zmartwień. To wszystko zostanie w tym pokoju, nie ze mną. Rozpoczynam nowe, lepsze życie.
POV Danielle
Gdzie one są? Powinny być już 20 minut temu. Oby Elisabeth niczego głupiego nie wymyśliła, nigdy nie wiadomo co jej odbije. Czasami trudno mi uwierzyć, że ona naprawdę jest moją córką, jej nie interesuje modeling a przecież to najlepsza praca jaką można mieć. No nareście, są. Mała poprawka, jest.
- Elena, gdzie wy byłyście? Gdzie Elisabeth?- Coś było nie tak, moja Elena była smutna a w dzień pokazu nie może się smucić!
- Mamo, Elisabeth nie przyjedzie- odpowiedziała córka.
- Co ty mówisz? Niedługo pokaz, co ta dziewczyna znowu wymyśliła!- Teraz to kompletnie się zdenerwowałam. Pokaz za moment ma się zacząć a ona jakieś kaprysy urządza. Zadzwonię do niej i powiem, że ma mi natychmiast przyjeżdżać. Gdzie moja torebka? A, mam. Cholera, gdzie ten telefon?! Przy szukaniu natrafiłam na kopertę.
Była zaadresowana do mnie, to chyba pismo Elisabeth. Zaciekawiona zapomniałam o telefonie. Otworzyłąm kopertę.
- "Droga mamo! Nigdy nie sądziłam, że tak się potoczy nasze życie, ale każdy ma swój wybór. Moim wyborem jest, nie wiem jak to nazwać, zmiana, ucieczka. Mamo dziękuję ci za wszystko, za wykształcenie, za wychowanie mnie, za to, że nic mi nigdy nie brakowało. Ale jednak brakowało mi czegoś. Miłości i zrozumienia, zamiast tego zachęcaliście mnie do pracy modelki, która wogóle mnie nie interesowała. Piszę to do ciebie, żebyś wiedziała, że nie mam do ciebie i taty żalu. Mam nadzieję, że nie znienawidzicie mnie i kiedyś gdy już mi wybaczysz spotkamy się i porozmawiamy. Wiem, że pewnie martwisz się teraz co z pokazem. Niech Elena mnie zastąpi, ona jest ode mnie lepsza i zasługuje na to. Kocham was mamo. Zrozum mój wybór"- Przeczytałam list płacząc, Elisa nas opuściła i to w taki sposób. Moja córka to zwykły tchórz, nie umie się zmierzyć z żadnym problemem, woli uciekać. No cóż, jej wybór, żeby tylko nie żałowała i nie wróciła do nas z podkulonym ogonem. Szybko wykręciłam numer do niej. Pierwszy sygnał. Nic. Drugi. Nic. Trzeci, czwarty, nic. Nie odbiera. Taka wdzięczność!
POV Elisabeth
Mama już wie, wiem to po jej telefonie. Oczywiście nie odebrałam. Pewnie w tej chwili nienawidzi mnie z całego serca, nie dziwię się jej. Już wybrałam, przepraszam. Wjechałam na podjazd mojego nowego domu. Uśmiechnięta staruszka czekała na mnie. To moje nowe życie, a ta pani mi pomoże je rozpocząć. Uśmiechnęłam się. Wyszłam z samochodu. Przytuliłam starszą panią. Zaczynam moją nową historię, piszę ją sama. Nowe życie, nowa ja, lecz bez problemów. Od teraz wszystko się zmieni. Rozejrzałam się dookoła z uśmiechem i łzami w oczach. Mój wzrok zatrzymał się na tajemniczym blondynie na ulicy, był wściekły. Chyba w tym nowym życiu problemy mnie nie miną...
piątek, 1 sierpnia 2014
Rozdział 3
Do jutrzejszego spotkania miałam jeszcze dużo czasu, teraz muszę jakoś wyciągnąć pieniądze z bankomatu żeby rodzice się nie zorientowali. Pojadę do banku, to dobry pomysł. Konto jest moje, jestem pełnoletnia więc bez problemu powinni wydać mi moje pieniądze.
Wizyta w banku nie należała do najprostszych ale na szczęście udana. Właściciel banku chciał zadzwonić do mojej mamy po co mi taka wielka suma pieniędzy. Plusem dla mnie było to, że przygotowałam się i przedstawiłam im odpowiednie argumenty i paragrafy w prawie. Prawie uległam namową aby zostawić 2/3 pieniędzy na koncie. Dopiero ten cichutki głosik w podświadomości podpowiedział, że to nie zbyt dobry pomysł. Potrzebuję tych pieniędzy, żeby się wyprowadzić. Całe konto opróżnione. Teraz pora spać.
Całą noc dręczyły mnie koszmary. Wypadek samochodowy, potem ucieczka przed kimś. Obawiałam się nowego miejsca, pewnie dlatego miałam takie dziwne sny. Zeszłam na śniadanie. O dziwo była tam mama.
- Witaj Lisa! Już niedługo nasz pokaz! Nie mogę się doczekać!- Jak zwykle podekscytowana pokazem.
- Tak, ja też- przewróciłam oczami i odpowiedziałam z sarkazmem. Nasypałam płatki do miski i usiadłam naprzeciwko. Danielle spojrzała na mnie zdziwiona.
- Ty zamierzasz to zjeść?- Spytała unosząc brew.
- Tak, mamo. Co w tym dziwnego?
- Wiesz ile to ma kalorii?- Uh, zaczyna się.
- Wybacz. Mamo wybieram się dzisiaj na zakupy- szybka głupia wymówka.
- Może zabierzesz siostrę- zaproponowała. Co? Nie mogę.
- Um, Elena jeszcze śpi, nie chcę jej budzić- odpowiedziałam zdenerwowana na jej propozycję.
- No cóż, szkoda, macie z sobą słaby kontakt. Lisa? Dlaczego wypłaciłaś wszystkie pieniądze z konta?- Spytała. No to teraz po mnie. Nie wierzę, że ten facet zadzwonił do niej i powiedział o wszystkim. Kurwa.
- Um, no bo... Ja...- jąkałam się.
- Dlaczego?- Ponowiła pytanie rodzicielka.
- Ja... Stwierdziłam, że lepiej będzie jak będę je mieć w domu, no wiesz, teraz te napady na banki i wogóle.- Wytłumaczyłam podawając wymyśloną na szybko wymówkę.
- Hm... Następnym razem poinformuj nas o takich decyzjach. Naprawdę byłam zdziwona gdy pan Bloom do mnie zadzwonił z taką informacją.
- Dobrze, będę pamiętać- taa, pamiętać, mamo ty nawet nie myślisz o takiej możliwości, że uciekam z domu.
- Baw się dobrze na zakupach kochanie- powiedziała, jakby zakupy były najlepszą rzeczą na świecie, no może dla niej są.
- Dzięki.
Po śniadaniu poszłam na górę by się przebrać i ruszyć do samochodu. Włączyłam radio, akurat leciało Hey There Delilah od Plain White T's. Odkąd pamiętam uwielbiałam tą piosenkę. Zaczęłam śpiewać razem z samochodowym radiem.
Chyba dojechałam na miejsce, przed domem stała niska staruszka z rudym kotem na rękach.
- Dzień dobry, ja w sprawie kupna domu, dzwoniłam do pani wczoraj- przywitałam się z uśmiechem.
- Witaj dziecko, pewnie jesteś Elisabeth?- Zapytała.
- Tak, jestem Elisabeth Smith, miło mi.
- Jestem Alice Irwin. Jak wiesz, chciałabym sprzedać ten dom, może wejdziemy do środka?- Zaproponowała.
Z zewnątrz dom był cudny. Stare drewno nabrało pięknego brązowego koloru a po jednej ścianie budynku pięły się rośliny i kwiaty. Widać było, że o dom i otoczenie ktoś dbał i to bardzo. Tak samo było w środku, ślicznie i czysto. Weszłyśmy do przestronnego salonu z wyjściem na taras. Zauważyłam za oknem mały staw i dużo zieleni.
- Przepraszam, ja chyba nie mogę sprzedać pani tego domu- powiedziała nagle pani Irwin.
- Ale dlaczego?- Byłam zdezorientowana.
- Bo... No cóż... jest pani modelką, a ja nie mogę pozwolić by... um. Nie mam pewności, że będzie pani dbała o ten dom. Wiele dla mnie znaczy,a pani. Pani chyba nie jest odpowiednia.- Wytłumaczyła z lekkim zdenerwowaniem.
- Dlaczego ocenia mnie pani, nawet mnie nie znając? Wiele bym dała by zostawić tamto życie. Nie chcę być modelką, dlatego chcę kupić ten dom i rozpocząć życie jakby od początku. Miała pani tak kiedyś, że była rozdarta ponieważ była do zmuszana do czegoś czego nie lubi? Zastanawiała się pani czy zostawić rodzinę i uciec z tego życia? Rodzice którzy mają gdzieś uczucia własnej córki i siostra która nienawidzi? Poznała to pani?- Wyrzuciłam z siebie wszystko ze smutkiem i łzami w oczach. Zdałam sobie sprawę, że ta pani może, no nie wiem, na przykład pobiec do gazet i powiedzieć im co tak naprawdę myślę. Chociaż już mnie to nie obchodzi, jeśli nie tutaj to gdzieś indziej. Spojrzałam na starszą panią z bólem w oczach i łzami spływającymi po policzku. Wstałam i po prostu miałam wyjść gdy staruszka chwyciła mnie za dłoń.
- Zaczekaj, masz rację, oceniłam cię, nie znałam cię ale to zrobiłam. Po prostu ten dom jest dla mnie ważny, wychowałam się tutaj i teraz jest mi ciężko go sprzedać.
- Ja...- przerwała mi.
- Zaufałaś mi i powiedziałaś o tym wszystkim, to wiele dla mnie znaczy. Jeśli mi obiecasz, że będziesz dbała o niego sprzedam ci go.- Powiedziała, teraz ona miała łzy w oczach.
- Obiecuję, tylko skoro jest taki ważny dla pani, to dlaczego go pani sprzedaje?- Zapytałam.
- A co mam z nim zrobić? Mieszkam tuż obok z mężem, nie potrzebujemy dwóch domów- wyjaśniła.
- A co z dziećmi, wnukami? Nie ma pani?- Spytałam, wiem, że naruszam jej prywatność ale pani Alice chyba mi zaufała bo nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
- Mam, oczywiście. Moja córka z mężem mieszkają w Sydney, mają nadzieję, że nakręcą dobry film i zarobią miliony. A wnuki? Najstarszy strasznie się zagubił, a młodsi. Nie widziałam ich już jakieś trzy lata. Czasami zadzwonią złożyć życzenia czy coś.- Opowiedziała.
- Ja... Um, współczuję. Pani sama nie jest w lepszej sytuacji niż ja.
- Ale ty, kochanie masz szansę to jeszcze naprawić- powiedziała a mnie zrobiło się tak jakoś ciepło na sercu. Omówiłyśmy wszystkie sprawy zapłaty i wyszłyśmy. Pani Irwin odprowadziła mnie na ulicę.
- To, kiedy zamierzasz się wprowadzić?- Zapytała.
- Kojarzy pani datę pokazu mojej mamy? Wprowadzę się w teń dzień, tak by nikt w domu nie zauważył mojego zniknięcia.
- Jesteś tego pewna?
- Nie, nie jestem- odpowiedziałam smutno. Spojrzałam na ulicę. Moją uwagę przykuł czarny samochód stojący po drugiej stronie ulicy i jakiś chłopak opierający się na niego i zerkający w naszym kierunku. W jego zachowaniu było coś dziwnego. Pod kapturem bluzy było widać jego blond włosy przytrzymywane przewiązaną przez czoło bandamką. Jego niebieskie oczy rozglądały się dookoła i lustrowały otoczenie. Wydawał się być zdenerwowany. Gdy zauważył panią Irwin postanowił powoli podejść.
- Kochanie, powinnaś już jechać- powiedziała staruszka zauważając tajemniczego blondyna.
- Ale... Ten chłopak... Wydaje się podejrzany- wyjaśniłam wskazując głową w jego kierunku.
- Jedź już.
- Dobrze, do widzenia.
- Do zobaczenia wkrótce skarbie- starsza pani odpowiedziałan nieco zniecierpliwona.
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam obdarowana wściekłym spojrzeniem blondyna. Co to miało być? Odjechałam odprowadzona wzrokiem dziwnego młodzieńca.
***
Wizyta w banku nie należała do najprostszych ale na szczęście udana. Właściciel banku chciał zadzwonić do mojej mamy po co mi taka wielka suma pieniędzy. Plusem dla mnie było to, że przygotowałam się i przedstawiłam im odpowiednie argumenty i paragrafy w prawie. Prawie uległam namową aby zostawić 2/3 pieniędzy na koncie. Dopiero ten cichutki głosik w podświadomości podpowiedział, że to nie zbyt dobry pomysł. Potrzebuję tych pieniędzy, żeby się wyprowadzić. Całe konto opróżnione. Teraz pora spać.
***
Całą noc dręczyły mnie koszmary. Wypadek samochodowy, potem ucieczka przed kimś. Obawiałam się nowego miejsca, pewnie dlatego miałam takie dziwne sny. Zeszłam na śniadanie. O dziwo była tam mama.
- Witaj Lisa! Już niedługo nasz pokaz! Nie mogę się doczekać!- Jak zwykle podekscytowana pokazem.
- Tak, ja też- przewróciłam oczami i odpowiedziałam z sarkazmem. Nasypałam płatki do miski i usiadłam naprzeciwko. Danielle spojrzała na mnie zdziwiona.
- Ty zamierzasz to zjeść?- Spytała unosząc brew.
- Tak, mamo. Co w tym dziwnego?
- Wiesz ile to ma kalorii?- Uh, zaczyna się.
- Wybacz. Mamo wybieram się dzisiaj na zakupy- szybka głupia wymówka.
- Może zabierzesz siostrę- zaproponowała. Co? Nie mogę.
- Um, Elena jeszcze śpi, nie chcę jej budzić- odpowiedziałam zdenerwowana na jej propozycję.
- No cóż, szkoda, macie z sobą słaby kontakt. Lisa? Dlaczego wypłaciłaś wszystkie pieniądze z konta?- Spytała. No to teraz po mnie. Nie wierzę, że ten facet zadzwonił do niej i powiedział o wszystkim. Kurwa.
- Um, no bo... Ja...- jąkałam się.
- Dlaczego?- Ponowiła pytanie rodzicielka.
- Ja... Stwierdziłam, że lepiej będzie jak będę je mieć w domu, no wiesz, teraz te napady na banki i wogóle.- Wytłumaczyłam podawając wymyśloną na szybko wymówkę.
- Hm... Następnym razem poinformuj nas o takich decyzjach. Naprawdę byłam zdziwona gdy pan Bloom do mnie zadzwonił z taką informacją.
- Dobrze, będę pamiętać- taa, pamiętać, mamo ty nawet nie myślisz o takiej możliwości, że uciekam z domu.
- Baw się dobrze na zakupach kochanie- powiedziała, jakby zakupy były najlepszą rzeczą na świecie, no może dla niej są.
- Dzięki.
Po śniadaniu poszłam na górę by się przebrać i ruszyć do samochodu. Włączyłam radio, akurat leciało Hey There Delilah od Plain White T's. Odkąd pamiętam uwielbiałam tą piosenkę. Zaczęłam śpiewać razem z samochodowym radiem.
Don't you worry about the distance
I'm right there if you get lonely
Give this song another listen
Close your eyes
Listen to my voice it's my disguise
I'm by your side
Myślałam o wszystkim podczas jazdy, o przyszłości, teraźniejszości. Zastanawiałam się co zrobiłam źle w przeszłości, że los teraz nie jest dla mnie łaskawy. Drogi losie, oddaj moje życie komuś kto tego pragnie, po co mi bycie modelką, nie chcę tego. Chcę pomagać innym i być fotografem. Nie zależy mi na karierze bo i tak nie robię tego co kocham. Mogę zostawić rodzinę, dom, otoczenie ale wspomnień nie zostawię. Mogę jedynie trzymać je w mojej głowie. Dam radę? Czemu wszystko jest takie niepewne, jak domek z kart. W każdej chwili może runąć.Chyba dojechałam na miejsce, przed domem stała niska staruszka z rudym kotem na rękach.
- Dzień dobry, ja w sprawie kupna domu, dzwoniłam do pani wczoraj- przywitałam się z uśmiechem.
- Witaj dziecko, pewnie jesteś Elisabeth?- Zapytała.
- Tak, jestem Elisabeth Smith, miło mi.
- Jestem Alice Irwin. Jak wiesz, chciałabym sprzedać ten dom, może wejdziemy do środka?- Zaproponowała.
Z zewnątrz dom był cudny. Stare drewno nabrało pięknego brązowego koloru a po jednej ścianie budynku pięły się rośliny i kwiaty. Widać było, że o dom i otoczenie ktoś dbał i to bardzo. Tak samo było w środku, ślicznie i czysto. Weszłyśmy do przestronnego salonu z wyjściem na taras. Zauważyłam za oknem mały staw i dużo zieleni.
- Przepraszam, ja chyba nie mogę sprzedać pani tego domu- powiedziała nagle pani Irwin.
- Ale dlaczego?- Byłam zdezorientowana.
- Bo... No cóż... jest pani modelką, a ja nie mogę pozwolić by... um. Nie mam pewności, że będzie pani dbała o ten dom. Wiele dla mnie znaczy,a pani. Pani chyba nie jest odpowiednia.- Wytłumaczyła z lekkim zdenerwowaniem.
- Dlaczego ocenia mnie pani, nawet mnie nie znając? Wiele bym dała by zostawić tamto życie. Nie chcę być modelką, dlatego chcę kupić ten dom i rozpocząć życie jakby od początku. Miała pani tak kiedyś, że była rozdarta ponieważ była do zmuszana do czegoś czego nie lubi? Zastanawiała się pani czy zostawić rodzinę i uciec z tego życia? Rodzice którzy mają gdzieś uczucia własnej córki i siostra która nienawidzi? Poznała to pani?- Wyrzuciłam z siebie wszystko ze smutkiem i łzami w oczach. Zdałam sobie sprawę, że ta pani może, no nie wiem, na przykład pobiec do gazet i powiedzieć im co tak naprawdę myślę. Chociaż już mnie to nie obchodzi, jeśli nie tutaj to gdzieś indziej. Spojrzałam na starszą panią z bólem w oczach i łzami spływającymi po policzku. Wstałam i po prostu miałam wyjść gdy staruszka chwyciła mnie za dłoń.
- Zaczekaj, masz rację, oceniłam cię, nie znałam cię ale to zrobiłam. Po prostu ten dom jest dla mnie ważny, wychowałam się tutaj i teraz jest mi ciężko go sprzedać.
- Ja...- przerwała mi.
- Zaufałaś mi i powiedziałaś o tym wszystkim, to wiele dla mnie znaczy. Jeśli mi obiecasz, że będziesz dbała o niego sprzedam ci go.- Powiedziała, teraz ona miała łzy w oczach.
- Obiecuję, tylko skoro jest taki ważny dla pani, to dlaczego go pani sprzedaje?- Zapytałam.
- A co mam z nim zrobić? Mieszkam tuż obok z mężem, nie potrzebujemy dwóch domów- wyjaśniła.
- A co z dziećmi, wnukami? Nie ma pani?- Spytałam, wiem, że naruszam jej prywatność ale pani Alice chyba mi zaufała bo nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
- Mam, oczywiście. Moja córka z mężem mieszkają w Sydney, mają nadzieję, że nakręcą dobry film i zarobią miliony. A wnuki? Najstarszy strasznie się zagubił, a młodsi. Nie widziałam ich już jakieś trzy lata. Czasami zadzwonią złożyć życzenia czy coś.- Opowiedziała.
- Ja... Um, współczuję. Pani sama nie jest w lepszej sytuacji niż ja.
- Ale ty, kochanie masz szansę to jeszcze naprawić- powiedziała a mnie zrobiło się tak jakoś ciepło na sercu. Omówiłyśmy wszystkie sprawy zapłaty i wyszłyśmy. Pani Irwin odprowadziła mnie na ulicę.
- To, kiedy zamierzasz się wprowadzić?- Zapytała.
- Kojarzy pani datę pokazu mojej mamy? Wprowadzę się w teń dzień, tak by nikt w domu nie zauważył mojego zniknięcia.
- Jesteś tego pewna?
- Nie, nie jestem- odpowiedziałam smutno. Spojrzałam na ulicę. Moją uwagę przykuł czarny samochód stojący po drugiej stronie ulicy i jakiś chłopak opierający się na niego i zerkający w naszym kierunku. W jego zachowaniu było coś dziwnego. Pod kapturem bluzy było widać jego blond włosy przytrzymywane przewiązaną przez czoło bandamką. Jego niebieskie oczy rozglądały się dookoła i lustrowały otoczenie. Wydawał się być zdenerwowany. Gdy zauważył panią Irwin postanowił powoli podejść.
- Kochanie, powinnaś już jechać- powiedziała staruszka zauważając tajemniczego blondyna.
- Ale... Ten chłopak... Wydaje się podejrzany- wyjaśniłam wskazując głową w jego kierunku.
- Jedź już.
- Dobrze, do widzenia.
- Do zobaczenia wkrótce skarbie- starsza pani odpowiedziałan nieco zniecierpliwona.
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam obdarowana wściekłym spojrzeniem blondyna. Co to miało być? Odjechałam odprowadzona wzrokiem dziwnego młodzieńca.
piątek, 18 lipca 2014
Rozdział 2
Nie spałam całą noc myśląc nad tym co powiedział Sam. "Ucieczka jest jedynym wyjsciem" czy coś takiego. Domek w Hornsby? Ucieczka? Tyle niepewności. Dlaczego nie ma tu nikogo kto mi doradzi w tym? Kurcze, muszę go znaleść i porozmawiać z nim.
Zadzwonię do Henry'ego, on na pewno ma jakiś kontakt. Wykręciłam numer.
- Obierz człowieku- mruknęłam niezadowolona.
- Lisa, skarbie, chcesz poprawić naszą sesję?- Spytał zaspany.
- Um, nie. Chciałam się spytać czy masz numer do Sama.
- Samuel'a? Mojego pomocnika?
- Tak, o niego mi chodzi.
- A tak, wyślę ci za moment.
- Dziękuję, będę wdzięczna jak zrobisz to szybko- rozłączyłam się. Czekałam jakieś 15 minut i nic. Zeszłam do kuchni żeby coś zjeść. Na szczęście nie było mamy tylko Elena. No tak, Danielle żyła swoim pokazem, nie miała czasu na coś tak banalnego jak śniadanie.
- Hej Lena.- Przywitałam się.
- Chyba wiesz, że nie mam tak na imię!
- Wyluzuj, to tylko pseudonim z dzieciństwa.
- Nienawidzę go tak jak dzieciństwa i ciebie Elisabeth!- Wykrzyczała. Chyba się nie przesłyszałam. Ona mnie nienawidzi. Tylko za co?
- Elena? Dlaczego?- Spytałam. Nie dane było mi usłyszeć odpowiedź, Elena wyszła bez słowa.
Wróciłam do pokoju. Zauważyłam, że mam wiadomość od Henry'ego. No nareście.
Oczywiście musiał się odezwać zdrowy rozsądek. Plusy i minusy? Plus- nie będę zmuszana do modelingu. Minus- znalezienie czegoś w czym jestem dobra, to będzie trudne. Plus- nowe życie. Minus- nowe życie. Skąd mogę mieć pewność, że będzie lepiej, kolorowo? Plus- usamodzielnienie, minus- samotność. Plus- będę decydować sama za siebie. Minus? Do tego dochodzą sytuacje rodzinne. Rodzice chcą bym na całym świecie świeciła tyłkiem ukazując ich kolekcje i inne ubrania. Siostra nienawidzi mnie. Nie mam kontaktu z dziadkami. Hm? Ktoś kiedyś powiedział, że bogaty ma lepiej? Oddam wszystko by było inaczej. Ucieczka czy męczenie się tutaj? Elisabeth, zdecyduj się! Złapałam telefon.
Do: Sam
Możemy się spotkać za godzinę? Elisabeth
Już się zdecydowałam, uciekam. Uciekam jak tchórz. Jestem tchórzem, ktory nie radzi sobie z własnym życiem.
Od: Sam
Jasne, w Smoothie World's?
Do: Sam
Okej.
- Cześć, Elisa!
- Sam, hej! Musimy porozmawiać- powiedziałam zdenerwowana.
- Czekaj, coś się stało? Jesteś zdenerwowana.
- Sam, dasz radę załatwić mi numer do właścicieli tego domu w Hornsby?- Spytałam jednym tchem.
- Jasne, ale po co ci?- Spytał nieco zdezorientowany.
- Jak by ci to powiedzieć? Uciekam, rozumiesz uciekam stąd. Jestem tchórzem, moim jedynym wyjściem jest ucieczka.- Powiedziałam a w moich oczach pojawiły się łzy.
- O Boże, nie wierzę, ty mówisz serio? Tak?- Sam niedowierzał w to co usłyszał.
- Tak. Mówię serio. Sam idźmy stąd, nie chcę by ktoś mnie zobaczył.- Teraz już całkowicie płakałam.
- Okej, jeśli chcesz mogę zabrać cię do Hornsby.- Ucieszył się
- Nie, wolę tam pojechać sama, tylko chciałabym ten numer. Załatwisz go?- Spytałam z nadzieją.
- Jasne, gdy tylko go zdobędę wyślę ci.
- Dziękuję, Sam, zdałam sobie sprawę, że mogę ci ufać- podziękowałam i przytuliłam go.
- Od tego jest wczoraj poznany przyjaciel- zażartował.
Cieszę się, że go poznałam. Jest miły i na dodatek mieszka w Hornsby. Czyżby szczęście zaczynało się do mnie usmiechać? Może życiu znudziło się ciągłe dawanie mi w kość? Teraz tylko muszę kupić ten dom i niezauważenie zniknąć. Elena na pewno się ucieszy, a rodzice będą rozczarowani. Wow, myślę o tym tak spokojnie. Przecież będę mieszkać w innym mieście, nikogo nie będę znać, no prawie. Pora przestać o tym myśleć. Zostało mi tylko czekać na ten numer. Sam na pewno da radę. Był jakiś dziwnie radosny gdy potwierdziłam swoje słowa. Też się cieszę, zacznę nowe życie. Tylko, czy jeśli zechcę kiedyś wrócić to czy mnie tutaj przyjmą? Czy wogóle zechcę wrócić? Teraz tylko muszę pomyśleć kiedy mam uciec. Nie, słowo ucieczka zamienię wyprowadzką, brzmi lepiej. No więc, nie mogę się wyprowadzić w ciągu tych dwóch tygodni przed pokazem, mama na pewno by mnie znalazła i kazała mi wrócić. Kiedy będzie najlepiej? W dzień pokazu. Tak, będzie idealnie. Będą wtedy zbyt zabiegani by coś zauważyć. Zniknięcie zauważą dopiero jakąś godzinę przed rozpoczęciem, a wtedy będzie za późno. Mnie już nie będzie w Sydney. Ale zostawię im list w moim pokoju, w nim napiszę co postanowiłam. Powiem o tym Elenie, powiem, że główna rola na pokazie przypada jej, wtedy na pewno mnie nie zdradzi. Mam dwa tygodnie na załatwienie wszystkiego. Powinnam też znaleść sobie jakąś pracę. Nie mogę liczyć przecież na rodziców, którzy pewnie się wsciekną. Powinnam też wypłacić pieniądze z konta w banku bo mogą zablokować mi karty a wtedy nie dałabym sobie rady. Usłyszałam dźwięk telefonu. Tak, to od Samuel'a. Mam numer. Wdech. Wydech. Drżącymi rękoma nacisnęłam właściwe klawisze na ekranie mojego telefonu. Pierwszy sygnał. Nic. Drugi. Trzeci. Czwarty. Nadal nic. Już zrezygnowana miałam po prostu rozłączyć się gdy usłyszałam głos w słuchawce.
- Halo?- Spytał kobiecy głos. Musiała to być osoba w podeszłym wieku, jej głos mówił, że jest zmęczona i wiele w życiu przeszła.
- Dzień dobry. Z tej strony Elisabeth Smith, ja dzwonię w sprawie kupna domu. To nadal aktualne?- Spytałam lekko zdenerwowana.
- Dzień dobry, tak, nadal aktualne.
- Chciałabym go kupić- odparłam z wachaniem się.
- Dziecko, ty go nawet nie widziałaś.
- Zależy mi na tym, czy mogłabym się spotkać z panią i porozmawiać o kupnie?- Spytałam. Czekałam na odpowiedź, starsza pani z pewnością się wachała.
- Odpowiada jutro o 11? Hornsby, na obrzeżach- odpowiedziała w końcu.
- Tak, dziękuję pani bardzo. Do zobaczenia jutro.
Zadzwonię do Henry'ego, on na pewno ma jakiś kontakt. Wykręciłam numer.
- Obierz człowieku- mruknęłam niezadowolona.
- Lisa, skarbie, chcesz poprawić naszą sesję?- Spytał zaspany.
- Um, nie. Chciałam się spytać czy masz numer do Sama.
- Samuel'a? Mojego pomocnika?
- Tak, o niego mi chodzi.
- A tak, wyślę ci za moment.
- Dziękuję, będę wdzięczna jak zrobisz to szybko- rozłączyłam się. Czekałam jakieś 15 minut i nic. Zeszłam do kuchni żeby coś zjeść. Na szczęście nie było mamy tylko Elena. No tak, Danielle żyła swoim pokazem, nie miała czasu na coś tak banalnego jak śniadanie.
- Hej Lena.- Przywitałam się.
- Chyba wiesz, że nie mam tak na imię!
- Wyluzuj, to tylko pseudonim z dzieciństwa.
- Nienawidzę go tak jak dzieciństwa i ciebie Elisabeth!- Wykrzyczała. Chyba się nie przesłyszałam. Ona mnie nienawidzi. Tylko za co?
- Elena? Dlaczego?- Spytałam. Nie dane było mi usłyszeć odpowiedź, Elena wyszła bez słowa.
Wróciłam do pokoju. Zauważyłam, że mam wiadomość od Henry'ego. No nareście.
Oczywiście musiał się odezwać zdrowy rozsądek. Plusy i minusy? Plus- nie będę zmuszana do modelingu. Minus- znalezienie czegoś w czym jestem dobra, to będzie trudne. Plus- nowe życie. Minus- nowe życie. Skąd mogę mieć pewność, że będzie lepiej, kolorowo? Plus- usamodzielnienie, minus- samotność. Plus- będę decydować sama za siebie. Minus? Do tego dochodzą sytuacje rodzinne. Rodzice chcą bym na całym świecie świeciła tyłkiem ukazując ich kolekcje i inne ubrania. Siostra nienawidzi mnie. Nie mam kontaktu z dziadkami. Hm? Ktoś kiedyś powiedział, że bogaty ma lepiej? Oddam wszystko by było inaczej. Ucieczka czy męczenie się tutaj? Elisabeth, zdecyduj się! Złapałam telefon.
Do: Sam
Możemy się spotkać za godzinę? Elisabeth
Już się zdecydowałam, uciekam. Uciekam jak tchórz. Jestem tchórzem, ktory nie radzi sobie z własnym życiem.
Od: Sam
Jasne, w Smoothie World's?
Do: Sam
Okej.
***
- Cześć, Elisa!
- Sam, hej! Musimy porozmawiać- powiedziałam zdenerwowana.
- Czekaj, coś się stało? Jesteś zdenerwowana.
- Sam, dasz radę załatwić mi numer do właścicieli tego domu w Hornsby?- Spytałam jednym tchem.
- Jasne, ale po co ci?- Spytał nieco zdezorientowany.
- Jak by ci to powiedzieć? Uciekam, rozumiesz uciekam stąd. Jestem tchórzem, moim jedynym wyjściem jest ucieczka.- Powiedziałam a w moich oczach pojawiły się łzy.
- O Boże, nie wierzę, ty mówisz serio? Tak?- Sam niedowierzał w to co usłyszał.
- Tak. Mówię serio. Sam idźmy stąd, nie chcę by ktoś mnie zobaczył.- Teraz już całkowicie płakałam.
- Okej, jeśli chcesz mogę zabrać cię do Hornsby.- Ucieszył się
- Nie, wolę tam pojechać sama, tylko chciałabym ten numer. Załatwisz go?- Spytałam z nadzieją.
- Jasne, gdy tylko go zdobędę wyślę ci.
- Dziękuję, Sam, zdałam sobie sprawę, że mogę ci ufać- podziękowałam i przytuliłam go.
- Od tego jest wczoraj poznany przyjaciel- zażartował.
Cieszę się, że go poznałam. Jest miły i na dodatek mieszka w Hornsby. Czyżby szczęście zaczynało się do mnie usmiechać? Może życiu znudziło się ciągłe dawanie mi w kość? Teraz tylko muszę kupić ten dom i niezauważenie zniknąć. Elena na pewno się ucieszy, a rodzice będą rozczarowani. Wow, myślę o tym tak spokojnie. Przecież będę mieszkać w innym mieście, nikogo nie będę znać, no prawie. Pora przestać o tym myśleć. Zostało mi tylko czekać na ten numer. Sam na pewno da radę. Był jakiś dziwnie radosny gdy potwierdziłam swoje słowa. Też się cieszę, zacznę nowe życie. Tylko, czy jeśli zechcę kiedyś wrócić to czy mnie tutaj przyjmą? Czy wogóle zechcę wrócić? Teraz tylko muszę pomyśleć kiedy mam uciec. Nie, słowo ucieczka zamienię wyprowadzką, brzmi lepiej. No więc, nie mogę się wyprowadzić w ciągu tych dwóch tygodni przed pokazem, mama na pewno by mnie znalazła i kazała mi wrócić. Kiedy będzie najlepiej? W dzień pokazu. Tak, będzie idealnie. Będą wtedy zbyt zabiegani by coś zauważyć. Zniknięcie zauważą dopiero jakąś godzinę przed rozpoczęciem, a wtedy będzie za późno. Mnie już nie będzie w Sydney. Ale zostawię im list w moim pokoju, w nim napiszę co postanowiłam. Powiem o tym Elenie, powiem, że główna rola na pokazie przypada jej, wtedy na pewno mnie nie zdradzi. Mam dwa tygodnie na załatwienie wszystkiego. Powinnam też znaleść sobie jakąś pracę. Nie mogę liczyć przecież na rodziców, którzy pewnie się wsciekną. Powinnam też wypłacić pieniądze z konta w banku bo mogą zablokować mi karty a wtedy nie dałabym sobie rady. Usłyszałam dźwięk telefonu. Tak, to od Samuel'a. Mam numer. Wdech. Wydech. Drżącymi rękoma nacisnęłam właściwe klawisze na ekranie mojego telefonu. Pierwszy sygnał. Nic. Drugi. Trzeci. Czwarty. Nadal nic. Już zrezygnowana miałam po prostu rozłączyć się gdy usłyszałam głos w słuchawce.
- Halo?- Spytał kobiecy głos. Musiała to być osoba w podeszłym wieku, jej głos mówił, że jest zmęczona i wiele w życiu przeszła.
- Dzień dobry. Z tej strony Elisabeth Smith, ja dzwonię w sprawie kupna domu. To nadal aktualne?- Spytałam lekko zdenerwowana.
- Dzień dobry, tak, nadal aktualne.
- Chciałabym go kupić- odparłam z wachaniem się.
- Dziecko, ty go nawet nie widziałaś.
- Zależy mi na tym, czy mogłabym się spotkać z panią i porozmawiać o kupnie?- Spytałam. Czekałam na odpowiedź, starsza pani z pewnością się wachała.
- Odpowiada jutro o 11? Hornsby, na obrzeżach- odpowiedziała w końcu.
- Tak, dziękuję pani bardzo. Do zobaczenia jutro.
wtorek, 1 lipca 2014
Rozdział 1
- Lisa! Lisa, kochanie, teraz twoja kolej. Henry już czeka!- usłyszałam mamę.
- Ale mamo, wiesz, że nie chcę być modelką, mówiłam ci- znowu próbuję na próżno.
- Moja modeleczko, nawet nie chcę o tym słuchać.
- Lisa, Henry nie może czekać, pośpiesz się- wychyliła się zza drzwi.
- Jasne, już idę.
- Ooo, witaj królewno jak samopoczucie?
- Dzięki Henry, do...- przerwał mi. Będziesz najwspanialsza na naszym pokazie. Zostały tylko dwa tygodnie do niego, musisz się przygotowywać. Będziesz tam najważniejsza.
Znów to samo. Modelka. Będziesz najlepsza, najpiękniejsza bla bla bla. A co z moimi marzeniami? Halo, też je posiadam?
- Poznaj mojego pomocnika skarbie, oto Samuel. Przygotuje cię do zdjęć a ja na chwilę znikam. Muszę ustalić coś z cudowną Danielle.- Henry nawijał, że ciężko było go zrozumieć, no i znowu podlizywał się matce. Frajer.
- Cześć, jestem Samuel Jackson, miło poznać- przywitał się. Wydawał się być spoko gościem.
- Hej, jestem Elisabeth, również mi miło. Samuel? Dość ciekawe imię.
- Wolę jak mówią do mnie Sam ale wiesz jaki jest Henry- z każdą chwilą przekonywałam się do niego.
- W takim razie co mam robić Sam, chcę mieć to już za sobą.
- Wszystko jest już gotowe, musimy poczekać tylko za Henry'm.
- Jasne, skąd jesteś?- Zapytałam.
- Z Hornsby, wiesz tam jest pięknie- odpowiedział z uśmiechem.- Mogę zadać ci jedno pytanie?
- Jasne, już je zadałeś, ale pytaj.
- Nie interesuje cię modeling, prawda?- Spytał nieśmiało.
- No cóż... To prawda, wogóle mnie to nie kręci. Nie wiem co chciałabym robić ale na pewno nie to. Chciałabym stąd uciec i zacząć życie na nowo.- Co ja robię, otworzyłam się przed chłopakiem którego poznałam zaledwie przed chwilą!
- No to bierzemy się za fotki!- Wrócił Henry
*3 godziny później*
- Na dzisiaj już koniec, świetnie się spisałaś kotku- pochwalił mnie Henry.
- Dzięki, to ja spadam, cześć- nareście koniec. Mogłam wrócić do domu i skryć się na strychu ze suchawkami w uszach tak by nikt mnie nie znalazł.
Przebrałam się szybko, ubrania na pokaz odwiesiłam, nie chcąc znowu denerwować asystentek rodziców. Założyłam słuchawki i ruszyłam na ulicę.
Zastanawiałam się co mam ze sobą zrobić. Za dwa tygodnie ten nieszczęsny pokaz! Nie chcę paradować na wybiegu, nie jestem Eleną, nie kręci mnie to! Myśl o wyprowadzeniu się coraz częściej krążyła po mojej głowie. No ale przecież rodzice się nie zgodzą. Chyba, że ucieknę a oni o tym się nie dowiedzą. Ale ucieczka? Poradzę sobie? No i gdzie ucieknę?
- Ej Elisa! Zaczekaj!- Poczułam jak ktoś za mną biegnie. - Ej, nie mogłem cię dogonić, zostawiłaś to.
To był Sam, podał mi łańcuszek z serduszkiem. Prezent od babci.
- Dziękuję, przepraszam nie słyszałam cię.
- Spoko, a co do tego co powiedziałaś mi w studiu, czemu to robisz?- Czyli kontynuujemy rozmowę.
- Wiesz, to nie tak, że chodzi mi o kasę czy coś tyllko nie wiem jak postawić się rodzicom.- Zaczęłam się tłumaczyć.
- Wyluzuj nie o to mi chodziło. Gdybyś chciała to w Hornsby jest mały domek do kupna niedaleko mnie, miałabyś znajomego- zasugerował. Czyżby on myślał też o tym samym?
- Co? Czy ty sugerujesz ucieczkę?- Spytałam zdezorientowana.
- Czasami ucieczka jest jedynym wyjściem- odpowiedział odchodząc w przeciwną stronę. O co mu chodziło? Kurcze, typek wogóle mnie nie zna a sugeruje coś takiego. nadeszła pora by w końcu się zbuntować.
To głupi pomysł, głupi ale chciałam spróbować. Zawsze byłam posłuszną córką, robiłam wszystko co kazali rodzice. Nieraz słyszałam, że jestem zbyt porządna. Dobra, postanowione. Jeszcze w tym tygodniu pojadę do Hornsby i obejrzę ten domek. Jestem dorosła i odpowiedzialna, prawda?
I jest pierwszy rozdział, większość jest niejasna pewnie, ale w następnym coś powinno się dziać ;)
- Ale mamo, wiesz, że nie chcę być modelką, mówiłam ci- znowu próbuję na próżno.
- Moja modeleczko, nawet nie chcę o tym słuchać.
- Lisa, Henry nie może czekać, pośpiesz się- wychyliła się zza drzwi.
- Jasne, już idę.
- Ooo, witaj królewno jak samopoczucie?
- Dzięki Henry, do...- przerwał mi. Będziesz najwspanialsza na naszym pokazie. Zostały tylko dwa tygodnie do niego, musisz się przygotowywać. Będziesz tam najważniejsza.
Znów to samo. Modelka. Będziesz najlepsza, najpiękniejsza bla bla bla. A co z moimi marzeniami? Halo, też je posiadam?
- Poznaj mojego pomocnika skarbie, oto Samuel. Przygotuje cię do zdjęć a ja na chwilę znikam. Muszę ustalić coś z cudowną Danielle.- Henry nawijał, że ciężko było go zrozumieć, no i znowu podlizywał się matce. Frajer.
- Cześć, jestem Samuel Jackson, miło poznać- przywitał się. Wydawał się być spoko gościem.
- Hej, jestem Elisabeth, również mi miło. Samuel? Dość ciekawe imię.
- Wolę jak mówią do mnie Sam ale wiesz jaki jest Henry- z każdą chwilą przekonywałam się do niego.
- W takim razie co mam robić Sam, chcę mieć to już za sobą.
- Wszystko jest już gotowe, musimy poczekać tylko za Henry'm.
- Jasne, skąd jesteś?- Zapytałam.
- Z Hornsby, wiesz tam jest pięknie- odpowiedział z uśmiechem.- Mogę zadać ci jedno pytanie?
- Jasne, już je zadałeś, ale pytaj.
- Nie interesuje cię modeling, prawda?- Spytał nieśmiało.
- No cóż... To prawda, wogóle mnie to nie kręci. Nie wiem co chciałabym robić ale na pewno nie to. Chciałabym stąd uciec i zacząć życie na nowo.- Co ja robię, otworzyłam się przed chłopakiem którego poznałam zaledwie przed chwilą!
- No to bierzemy się za fotki!- Wrócił Henry
*3 godziny później*
- Na dzisiaj już koniec, świetnie się spisałaś kotku- pochwalił mnie Henry.
- Dzięki, to ja spadam, cześć- nareście koniec. Mogłam wrócić do domu i skryć się na strychu ze suchawkami w uszach tak by nikt mnie nie znalazł.
Przebrałam się szybko, ubrania na pokaz odwiesiłam, nie chcąc znowu denerwować asystentek rodziców. Założyłam słuchawki i ruszyłam na ulicę.
Zastanawiałam się co mam ze sobą zrobić. Za dwa tygodnie ten nieszczęsny pokaz! Nie chcę paradować na wybiegu, nie jestem Eleną, nie kręci mnie to! Myśl o wyprowadzeniu się coraz częściej krążyła po mojej głowie. No ale przecież rodzice się nie zgodzą. Chyba, że ucieknę a oni o tym się nie dowiedzą. Ale ucieczka? Poradzę sobie? No i gdzie ucieknę?
- Ej Elisa! Zaczekaj!- Poczułam jak ktoś za mną biegnie. - Ej, nie mogłem cię dogonić, zostawiłaś to.
To był Sam, podał mi łańcuszek z serduszkiem. Prezent od babci.
- Dziękuję, przepraszam nie słyszałam cię.
- Spoko, a co do tego co powiedziałaś mi w studiu, czemu to robisz?- Czyli kontynuujemy rozmowę.
- Wiesz, to nie tak, że chodzi mi o kasę czy coś tyllko nie wiem jak postawić się rodzicom.- Zaczęłam się tłumaczyć.
- Wyluzuj nie o to mi chodziło. Gdybyś chciała to w Hornsby jest mały domek do kupna niedaleko mnie, miałabyś znajomego- zasugerował. Czyżby on myślał też o tym samym?
- Co? Czy ty sugerujesz ucieczkę?- Spytałam zdezorientowana.
- Czasami ucieczka jest jedynym wyjściem- odpowiedział odchodząc w przeciwną stronę. O co mu chodziło? Kurcze, typek wogóle mnie nie zna a sugeruje coś takiego. nadeszła pora by w końcu się zbuntować.
To głupi pomysł, głupi ale chciałam spróbować. Zawsze byłam posłuszną córką, robiłam wszystko co kazali rodzice. Nieraz słyszałam, że jestem zbyt porządna. Dobra, postanowione. Jeszcze w tym tygodniu pojadę do Hornsby i obejrzę ten domek. Jestem dorosła i odpowiedzialna, prawda?
I jest pierwszy rozdział, większość jest niejasna pewnie, ale w następnym coś powinno się dziać ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)