Bez zastanowienia wybiegłam z domu i skierowałam się do pani Irwin. Ten chłopak, który dzisiaj mi zagroził z pewnością ma coś wspólnego ze staruszką. Muszę się dowiedzieć czego on ode mnie chce. Ze złością zapukałam do drzwi. Pojawiła się w nich staruszka, nieco zdezorientowana.
- Elisabeth, dziecko, co się ... - nie pozwoliłam jej na dokończenie.
- To ja chcę wiedzieć co się dzieje! Proszę, niech mi pani powie kim jest chłopak, który często do pani przyjeżdża! - Podniosłam głos ze zdenerwowania, wiem, nie powinnam, ale emocje mną zawładnęły.
- Elisabeth, przykro mi, ale nie mogę ci powiedzieć, obiecałam.
- Musi mi pani powiedzieć, tutaj nie chodzi tylko o panią ale także o to co mi zagraża!
- Dziecko, uspokój się i wytłumacz o co ci chodzi - staruszka poprosiła spokojnym głosem.
- Nie umiem zachować spokoju, nie w sytuacji gdy on mi grozi w schronisku, ktoś mnie śledzi w drodze do domu, mój dom wygląda jakby przeszło tornado, na dodatek znalazłam list z pogróżką - wyjaśniłam podając jej kartkę.
- To niemożliwe, to nie mógł być Ashton, obiecał... -starsza pani nagle zamilkła.
- Co obiecał, kim on jest, dlaczego pani nic nie mówi? - W mojej głowie kłębiło się milion pytań.
- To... Elisabeth, Ashton to mój wnuk - odparła po chwili. W jednym momencie poczułam jakbg uleciało ze mnie powietrze. Nie wiem co mam myśleć. To jej rodzina, na dodatek najbliższa. Ale co on chce ode mnie i skąd zna mojego ojca?
- Ashton, musisz do mnje przyjechać... Musimy porozmawiać... Nie obchodzi mnie to, masz tu przyjechać! - Usłyszałam jak staruszka rozmawia przez telefon.
- Niedługo wszystko się wyjaśni Elisabeth - zwróciła się do mnie.
- Myśli pani, że to on?
- Nie wiem, mam nadzieję, że nie -uśmiechnęła się pod nosem.
- Wiesz, było mi ciężko gdy rodzice Ashtona rozwiedli się i każde poszło w swoją stronę. Dla Asha to było jak cios w serce, trudno mu było rozstać się z domem i ze mną. Potem było tylko gorzej, mój wnuk wdał się w nieciekawe towarzystwo, stał się zły i nieprzystępny. Myślałam, że jego przyjaciele jakoś mu pomogą ale oni tylko stali się podobni do niego. Teraz pewnie nie myślisz dobrze o tym chłopaku, ale Ashton nie jest zły, tylko ta cała sytuacja go zmieniła. On nie mógłby zrobić czegoś takiego.
Słuchając słów staruszki całkowicie się pogubiłam. Nie wiem czy wierzyć jej czy temu co zobaczyłam. Z jednej strony pani Irwin może bronić wnuka, ale z drugiej strony otwarła się przede mną. Nie miałaby powodu żeby kłamać. Chciałam jej powiedzieć, że rozumiem jak jej ciężko lecz przerwał nam blondyn.
- Jestem babciu, co było takiego ważnego? - Spytał, przytulając staruszkę. Pierwszy raz widziałam go z iskierką radości w ogromnych oczach. Jego radość nie trwała długo. Spojrzenie chłopaka zatrzymało się na mnie, jego spojrzenie wydawało się być lodowate.
- Co ona tu robi? - Wysyczał przez zęby.
- Właśnie o tym musimy porozmawiać.
- Babciu, uwierz, nie obchodzi mnie jakaś pusta lalunia z Sydney, której nawet nie powinno tutaj być. Niech tam wraca i robi tą swoją karierę modeleczki. Poza tym do kurwy, czemu jej powiedziałaś kim jestem?! Złamałaś obietnicę! - Chłopak zaczął krzyczeć na własną babcię, co z nim nie tak?!
- Posłuchaj, to nie jej wina tylko moja, ja ... - zaczęłam.
- Nie, to ty mnie posłuchaj. Nie wiem po co tu przyjechałaś i mącisz w życiu mojej babci, ale dobrze ci radzę, lepiej wracaj tam skąd jesteś. Raz już cię ostrzegałem, żebyś się kurwa nie wtrącała bo nie skończy się to dla ciebie dobrze do cholery! - Teraz ja stałam się jego celem, ale nie dam mu się tak łatwo.
- Demolujesz mi dom, w dodatku dom, który kupiłam od twojej babci i jakby tego było mało zostawiasz mi list. "Twój koszmar się zacznie"? Kolejna groźba? Co jest z tobą do cholery nie tak?! - Również zaczęłam krzyczeć, niestety nie byłam tak silna jak on, mój krzyk pomieszał się ze łzami strachu i złości. Nie umiałam kontrolować emocji, nie w takiej sytuacji...
Przepraszam za jakiekolwiek błędy, tekst był dodany z telefonu ;) część II w poniedziałek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz