piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 2

Nie spałam całą noc myśląc nad tym co powiedział Sam. "Ucieczka jest jedynym wyjsciem" czy coś takiego. Domek w Hornsby? Ucieczka? Tyle niepewności. Dlaczego nie ma tu nikogo kto mi doradzi w tym? Kurcze, muszę go znaleść i porozmawiać z nim. 
Zadzwonię do Henry'ego, on na pewno ma jakiś kontakt. Wykręciłam numer.
- Obierz człowieku- mruknęłam niezadowolona.
- Lisa, skarbie, chcesz poprawić naszą sesję?- Spytał zaspany.
- Um, nie. Chciałam się spytać czy masz numer do Sama.
- Samuel'a? Mojego pomocnika? 
- Tak, o niego mi chodzi.
- A tak, wyślę ci za moment.
- Dziękuję, będę wdzięczna jak zrobisz to szybko- rozłączyłam się. Czekałam jakieś 15 minut i nic. Zeszłam do kuchni żeby coś zjeść. Na szczęście nie było mamy tylko Elena. No tak, Danielle żyła swoim pokazem, nie miała czasu na coś tak banalnego jak śniadanie.
- Hej Lena.- Przywitałam się.
- Chyba wiesz, że nie mam tak na imię!
- Wyluzuj, to tylko pseudonim z dzieciństwa.
- Nienawidzę go tak jak dzieciństwa i ciebie Elisabeth!- Wykrzyczała. Chyba się nie przesłyszałam. Ona mnie nienawidzi. Tylko za co? 
- Elena? Dlaczego?- Spytałam. Nie dane było mi usłyszeć odpowiedź, Elena wyszła bez słowa.
Wróciłam do pokoju. Zauważyłam, że mam wiadomość od Henry'ego. No nareście.
Oczywiście musiał się odezwać zdrowy rozsądek. Plusy i minusy? Plus- nie będę zmuszana do modelingu. Minus- znalezienie czegoś w czym jestem dobra, to będzie trudne. Plus- nowe życie. Minus- nowe życie. Skąd mogę mieć pewność, że będzie lepiej, kolorowo? Plus- usamodzielnienie, minus- samotność. Plus- będę decydować sama za siebie. Minus? Do tego dochodzą sytuacje rodzinne. Rodzice chcą bym na całym świecie świeciła tyłkiem ukazując ich kolekcje i inne ubrania. Siostra nienawidzi mnie. Nie mam kontaktu z dziadkami. Hm? Ktoś kiedyś powiedział, że bogaty ma lepiej? Oddam wszystko by było inaczej. Ucieczka czy męczenie się tutaj? Elisabeth, zdecyduj się! Złapałam telefon.

Do: Sam
 Możemy się spotkać za godzinę? Elisabeth 

Już się zdecydowałam, uciekam. Uciekam jak tchórz. Jestem tchórzem, ktory nie radzi sobie z własnym życiem.

Od: Sam
Jasne, w Smoothie World's?

Do: Sam
Okej.

 ***

- Cześć, Elisa!
- Sam, hej! Musimy porozmawiać- powiedziałam zdenerwowana.
- Czekaj, coś się stało? Jesteś zdenerwowana.
- Sam, dasz radę załatwić mi numer do właścicieli tego domu w Hornsby?- Spytałam jednym tchem.
- Jasne, ale po co ci?- Spytał nieco zdezorientowany.
- Jak by ci to powiedzieć? Uciekam, rozumiesz uciekam stąd. Jestem tchórzem, moim jedynym wyjściem jest ucieczka.- Powiedziałam a w moich oczach pojawiły się łzy.
- O Boże, nie wierzę, ty mówisz serio? Tak?- Sam niedowierzał w to co usłyszał.
- Tak. Mówię serio. Sam idźmy stąd, nie chcę by ktoś mnie zobaczył.- Teraz już całkowicie płakałam.
- Okej, jeśli chcesz mogę zabrać cię do Hornsby.- Ucieszył się
- Nie, wolę tam pojechać sama, tylko chciałabym ten numer. Załatwisz go?- Spytałam z nadzieją.
- Jasne, gdy tylko go zdobędę wyślę ci.
- Dziękuję, Sam, zdałam sobie sprawę, że mogę ci ufać- podziękowałam i przytuliłam go.
- Od tego jest wczoraj poznany przyjaciel- zażartował.
Cieszę się, że go poznałam. Jest miły i na dodatek mieszka w Hornsby. Czyżby szczęście zaczynało się do mnie usmiechać? Może życiu znudziło się ciągłe dawanie mi w kość? Teraz tylko muszę kupić ten dom i niezauważenie zniknąć. Elena na pewno się ucieszy, a rodzice będą rozczarowani. Wow, myślę o tym tak spokojnie. Przecież będę mieszkać w innym mieście, nikogo nie będę znać, no prawie. Pora przestać o tym myśleć. Zostało mi tylko czekać na ten numer. Sam na pewno da radę. Był jakiś dziwnie radosny gdy potwierdziłam swoje słowa. Też się cieszę, zacznę nowe życie. Tylko, czy jeśli zechcę kiedyś wrócić to czy mnie tutaj przyjmą? Czy wogóle zechcę wrócić? Teraz tylko muszę pomyśleć kiedy mam uciec. Nie, słowo ucieczka zamienię wyprowadzką, brzmi lepiej. No więc, nie mogę się wyprowadzić w ciągu tych dwóch tygodni przed pokazem, mama na pewno by mnie znalazła i kazała mi wrócić. Kiedy będzie najlepiej? W dzień pokazu. Tak, będzie idealnie. Będą wtedy zbyt zabiegani by coś zauważyć. Zniknięcie zauważą dopiero jakąś godzinę przed rozpoczęciem, a wtedy będzie za późno. Mnie już nie będzie w Sydney. Ale zostawię im list w moim pokoju, w nim napiszę co postanowiłam. Powiem o tym Elenie, powiem, że główna rola na pokazie przypada jej, wtedy na pewno mnie nie zdradzi. Mam dwa tygodnie na załatwienie wszystkiego. Powinnam też znaleść sobie jakąś pracę. Nie mogę liczyć przecież na rodziców, którzy pewnie się wsciekną. Powinnam też wypłacić pieniądze z konta w banku bo mogą zablokować mi karty a wtedy nie dałabym sobie rady. Usłyszałam dźwięk telefonu. Tak, to od Samuel'a. Mam numer. Wdech. Wydech. Drżącymi rękoma nacisnęłam właściwe klawisze na ekranie mojego telefonu. Pierwszy sygnał. Nic. Drugi. Trzeci. Czwarty. Nadal nic. Już zrezygnowana miałam po prostu rozłączyć się gdy usłyszałam głos w słuchawce.
- Halo?- Spytał kobiecy głos. Musiała to być osoba w podeszłym wieku, jej głos mówił, że jest zmęczona i wiele w życiu przeszła.
- Dzień dobry. Z tej strony Elisabeth Smith, ja dzwonię w sprawie kupna domu. To nadal aktualne?- Spytałam lekko zdenerwowana.
- Dzień dobry, tak, nadal aktualne.
- Chciałabym go kupić- odparłam z wachaniem się.
- Dziecko, ty go nawet nie widziałaś.
- Zależy mi na tym, czy mogłabym się spotkać z panią i porozmawiać o kupnie?- Spytałam. Czekałam na odpowiedź, starsza pani z pewnością się wachała.
- Odpowiada jutro o 11? Hornsby, na obrzeżach- odpowiedziała w końcu.
- Tak, dziękuję pani bardzo. Do zobaczenia jutro.

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 1

- Lisa! Lisa, kochanie, teraz twoja kolej. Henry już czeka!- usłyszałam mamę.
- Ale mamo, wiesz, że nie chcę być modelką, mówiłam ci- znowu próbuję na próżno.
- Moja modeleczko, nawet nie chcę o tym słuchać.
- Lisa, Henry nie może czekać, pośpiesz się- wychyliła się zza drzwi.
- Jasne, już idę.
- Ooo, witaj królewno jak samopoczucie?
- Dzięki Henry, do...- przerwał mi. Będziesz najwspanialsza na naszym pokazie. Zostały tylko dwa tygodnie do niego, musisz się przygotowywać. Będziesz tam najważniejsza.
Znów to samo. Modelka. Będziesz najlepsza, najpiękniejsza bla bla bla. A co z moimi marzeniami? Halo, też je posiadam? 
- Poznaj mojego pomocnika skarbie, oto Samuel. Przygotuje cię do zdjęć a ja na chwilę znikam. Muszę ustalić coś z cudowną Danielle.- Henry nawijał, że ciężko było go zrozumieć, no i znowu podlizywał się matce. Frajer.
- Cześć, jestem Samuel Jackson, miło poznać- przywitał się. Wydawał się być spoko gościem.
- Hej, jestem Elisabeth, również mi miło. Samuel? Dość ciekawe imię.
- Wolę jak mówią do mnie Sam ale wiesz jaki jest Henry- z każdą chwilą przekonywałam się do niego.
- W takim razie co mam robić Sam, chcę mieć to już za sobą. 
- Wszystko jest już gotowe, musimy poczekać tylko za Henry'm.
- Jasne, skąd jesteś?- Zapytałam.
- Z Hornsby, wiesz tam jest pięknie- odpowiedział z uśmiechem.- Mogę zadać ci jedno pytanie?
- Jasne, już je zadałeś, ale pytaj.
- Nie interesuje cię modeling, prawda?- Spytał nieśmiało.
- No cóż... To prawda, wogóle mnie to nie kręci. Nie wiem co chciałabym robić ale na pewno nie to. Chciałabym stąd uciec i zacząć życie na nowo.- Co ja robię, otworzyłam się przed chłopakiem którego poznałam zaledwie przed chwilą!
- No to bierzemy się za fotki!- Wrócił Henry

*3 godziny później*

- Na dzisiaj już koniec, świetnie się spisałaś kotku- pochwalił mnie Henry.
- Dzięki, to ja spadam, cześć- nareście koniec. Mogłam wrócić do domu i skryć się na strychu ze suchawkami w uszach tak by nikt mnie nie znalazł.
 Przebrałam się szybko, ubrania na pokaz odwiesiłam, nie chcąc znowu denerwować asystentek rodziców. Założyłam słuchawki i ruszyłam na ulicę.
Zastanawiałam się co mam ze sobą zrobić. Za dwa tygodnie ten nieszczęsny pokaz! Nie chcę paradować na wybiegu, nie jestem Eleną, nie kręci mnie to! Myśl o wyprowadzeniu się coraz częściej krążyła po mojej głowie. No ale przecież rodzice się nie zgodzą. Chyba, że ucieknę a oni o tym się nie dowiedzą. Ale ucieczka? Poradzę sobie? No i gdzie ucieknę? 
- Ej Elisa! Zaczekaj!- Poczułam jak ktoś za mną biegnie. - Ej, nie mogłem cię dogonić, zostawiłaś to.
To był Sam, podał mi łańcuszek z serduszkiem. Prezent od babci.
- Dziękuję, przepraszam nie słyszałam cię.
- Spoko, a co do tego co powiedziałaś mi w studiu, czemu to robisz?- Czyli kontynuujemy rozmowę.
- Wiesz, to nie tak, że chodzi mi o kasę czy coś tyllko nie wiem jak postawić się rodzicom.- Zaczęłam się tłumaczyć.
- Wyluzuj nie o to mi chodziło. Gdybyś chciała to w Hornsby jest mały domek do kupna niedaleko mnie, miałabyś znajomego- zasugerował. Czyżby on myślał też o tym samym?
- Co? Czy ty sugerujesz ucieczkę?- Spytałam zdezorientowana.
- Czasami ucieczka jest jedynym wyjściem- odpowiedział odchodząc w przeciwną stronę. O co mu chodziło? Kurcze, typek wogóle mnie nie zna a sugeruje coś takiego. nadeszła pora by w końcu się zbuntować.
To głupi pomysł, głupi ale chciałam spróbować. Zawsze byłam posłuszną córką, robiłam wszystko co kazali rodzice. Nieraz słyszałam, że jestem zbyt porządna. Dobra, postanowione. Jeszcze w tym tygodniu pojadę do Hornsby i obejrzę ten domek. Jestem dorosła i odpowiedzialna, prawda?



I jest pierwszy rozdział, większość jest niejasna pewnie, ale w następnym coś powinno się dziać ;)