... Nie umiałam kontrolować emocji, nie w takiej sytuacji.
- O co ci chodzi? Kurwa, pogróżka? Demolowanie? Wyobraźnia płata figle? To nie w moim stylu księżniczko- zaśmiał się chamsko.
- Ona mówi prawdę, Ashton. Opowiedziała mi, że najpierw ją straszyłeś, potem ktoś za nią szedł a po wejściu do domu zastała pobojowisko i tą kartkę. Chcemy wiedzieć tylko czy masz coś z tym wspólnego. - Staruszka podeszła do sprawy na spokojnie.
- Babciu myślałem, że mi ufasz, a ty pytasz czy ja to zrobiłem. Wiesz, że taki nie jestem, nie zrobiłbym tego nigdy. - Ashton spojrzał na babcię z żalem w oczach.
- Kochanie wiesz, że ci ufam. Ja tylko chciałam się upewnić. Przepraszam, zwątpiłam w ciebie, ale cię kocham, najbardziej na świecie. Wybaczysz mi? - Na twarzy chłopaka widać było zawachanie. Jednak nie trwało długo, podszedł do starszej pani i mocno ją przytulił.
- Kocham cię babciu.
Poczułam się niepotrzebna, oni mieli moment dla siebie. Ashton miał rację, niszczyłam spokojne życie jego babci, przeze mnie zwątpiła w niego. Cholera, mają taki świetny kontakt a moi dziadkowie wogóle nie liczyli się z moim zdaniem. Całkiem porwał ich świat showbiznesu. Chciałabym tak szybko dojść do porozumienia z moją babcią, nierealne. Postanowiłam wyjść by nie przerywać im, już i tak zbyt dużo namieszałam.
- Ej ty, zaczekaj - byłam już przy drzwiach gdy usłyszałam blondyna.
- Lepiej pójdę, już i tak zajęłam wam dużo czasu. Przepraszam.
- Boże, jaka ty jesteś uparta! Zaczekaj, pójdę z tobą zobaczyć tą demolkę.
- Ale ja poradz...
- Nie obchodzi mnie to. Pa babciu - przerwał mi i pożegnał się z panią Irwin. Zaszliśmy do mnie, chłopak oglądał wszystko dokładnie z zaciekawieniem.
- Ashton, tak? - Spytałam niepewnie.
- Taa.
- Dziękuję za pomoc, no i chciałabym przeprosić, że... No wiesz o co mi chodzi - nie umiałam znaleść odpowiednich słów.
- Posłuchaj... Eleanor, Edith, kurwa ktokolwiek...
- Jestem Elisabeth.
-Ok, Elisa, nie lubię cię co pewnie już zauważyłaś. Pomagam ci tylko ze względu na moją babcię, ona cię lubi, nie wiem czemu, ale tak jest. Nie chcę żeby miała jakieś problemy, rozumiesz? - Kiwnęłam tylko głową. Co innego mogłam zrobić czy powiedzieć, nic. Chłopak rozejrzał się jeszcze po pokoju.
- Obejrzenie tego syfu to jedyne co mogę zrobić. Nie znam nikogo kto mógłby ci zaszkodzić. Pewnie to tylko głupi żart gówniarzy z sąsiedniego osiedla, wszyscy na nich narzekają. To co mogę ci poradzić to posprzątanie tego bałaganu, a i następnym razem postaraj się sprawdzić czy zamknęłaś drzwi. No to na mnie pora. Bardziej nie pomogę, jeszcze mogę zaszkodzić - rozejrzał się ponownie i chyba pierwszy raz w życiu uśmiechnął się do mnie.
- Ashton, dziękuję - chciałam go przytulić w ramach podziękowania lecz jedyne co zrobiłam to spojrzałam w jego tęczówki. Miały idealny odcien, mogłabym wpatrywać się w nie godzinami. Chwila, o czym ja myślę?
- Spoko, uważaj na siebie, czy coś.
poniedziałek, 12 stycznia 2015
sobota, 10 stycznia 2015
Rozdział 6 cz. I
Bez zastanowienia wybiegłam z domu i skierowałam się do pani Irwin. Ten chłopak, który dzisiaj mi zagroził z pewnością ma coś wspólnego ze staruszką. Muszę się dowiedzieć czego on ode mnie chce. Ze złością zapukałam do drzwi. Pojawiła się w nich staruszka, nieco zdezorientowana.
- Elisabeth, dziecko, co się ... - nie pozwoliłam jej na dokończenie.
- To ja chcę wiedzieć co się dzieje! Proszę, niech mi pani powie kim jest chłopak, który często do pani przyjeżdża! - Podniosłam głos ze zdenerwowania, wiem, nie powinnam, ale emocje mną zawładnęły.
- Elisabeth, przykro mi, ale nie mogę ci powiedzieć, obiecałam.
- Musi mi pani powiedzieć, tutaj nie chodzi tylko o panią ale także o to co mi zagraża!
- Dziecko, uspokój się i wytłumacz o co ci chodzi - staruszka poprosiła spokojnym głosem.
- Nie umiem zachować spokoju, nie w sytuacji gdy on mi grozi w schronisku, ktoś mnie śledzi w drodze do domu, mój dom wygląda jakby przeszło tornado, na dodatek znalazłam list z pogróżką - wyjaśniłam podając jej kartkę.
- To niemożliwe, to nie mógł być Ashton, obiecał... -starsza pani nagle zamilkła.
- Co obiecał, kim on jest, dlaczego pani nic nie mówi? - W mojej głowie kłębiło się milion pytań.
- To... Elisabeth, Ashton to mój wnuk - odparła po chwili. W jednym momencie poczułam jakbg uleciało ze mnie powietrze. Nie wiem co mam myśleć. To jej rodzina, na dodatek najbliższa. Ale co on chce ode mnie i skąd zna mojego ojca?
- Ashton, musisz do mnje przyjechać... Musimy porozmawiać... Nie obchodzi mnie to, masz tu przyjechać! - Usłyszałam jak staruszka rozmawia przez telefon.
- Niedługo wszystko się wyjaśni Elisabeth - zwróciła się do mnie.
- Myśli pani, że to on?
- Nie wiem, mam nadzieję, że nie -uśmiechnęła się pod nosem.
- Wiesz, było mi ciężko gdy rodzice Ashtona rozwiedli się i każde poszło w swoją stronę. Dla Asha to było jak cios w serce, trudno mu było rozstać się z domem i ze mną. Potem było tylko gorzej, mój wnuk wdał się w nieciekawe towarzystwo, stał się zły i nieprzystępny. Myślałam, że jego przyjaciele jakoś mu pomogą ale oni tylko stali się podobni do niego. Teraz pewnie nie myślisz dobrze o tym chłopaku, ale Ashton nie jest zły, tylko ta cała sytuacja go zmieniła. On nie mógłby zrobić czegoś takiego.
Słuchając słów staruszki całkowicie się pogubiłam. Nie wiem czy wierzyć jej czy temu co zobaczyłam. Z jednej strony pani Irwin może bronić wnuka, ale z drugiej strony otwarła się przede mną. Nie miałaby powodu żeby kłamać. Chciałam jej powiedzieć, że rozumiem jak jej ciężko lecz przerwał nam blondyn.
- Jestem babciu, co było takiego ważnego? - Spytał, przytulając staruszkę. Pierwszy raz widziałam go z iskierką radości w ogromnych oczach. Jego radość nie trwała długo. Spojrzenie chłopaka zatrzymało się na mnie, jego spojrzenie wydawało się być lodowate.
- Co ona tu robi? - Wysyczał przez zęby.
- Właśnie o tym musimy porozmawiać.
- Babciu, uwierz, nie obchodzi mnie jakaś pusta lalunia z Sydney, której nawet nie powinno tutaj być. Niech tam wraca i robi tą swoją karierę modeleczki. Poza tym do kurwy, czemu jej powiedziałaś kim jestem?! Złamałaś obietnicę! - Chłopak zaczął krzyczeć na własną babcię, co z nim nie tak?!
- Posłuchaj, to nie jej wina tylko moja, ja ... - zaczęłam.
- Nie, to ty mnie posłuchaj. Nie wiem po co tu przyjechałaś i mącisz w życiu mojej babci, ale dobrze ci radzę, lepiej wracaj tam skąd jesteś. Raz już cię ostrzegałem, żebyś się kurwa nie wtrącała bo nie skończy się to dla ciebie dobrze do cholery! - Teraz ja stałam się jego celem, ale nie dam mu się tak łatwo.
- Demolujesz mi dom, w dodatku dom, który kupiłam od twojej babci i jakby tego było mało zostawiasz mi list. "Twój koszmar się zacznie"? Kolejna groźba? Co jest z tobą do cholery nie tak?! - Również zaczęłam krzyczeć, niestety nie byłam tak silna jak on, mój krzyk pomieszał się ze łzami strachu i złości. Nie umiałam kontrolować emocji, nie w takiej sytuacji...
Przepraszam za jakiekolwiek błędy, tekst był dodany z telefonu ;) część II w poniedziałek
- Elisabeth, dziecko, co się ... - nie pozwoliłam jej na dokończenie.
- To ja chcę wiedzieć co się dzieje! Proszę, niech mi pani powie kim jest chłopak, który często do pani przyjeżdża! - Podniosłam głos ze zdenerwowania, wiem, nie powinnam, ale emocje mną zawładnęły.
- Elisabeth, przykro mi, ale nie mogę ci powiedzieć, obiecałam.
- Musi mi pani powiedzieć, tutaj nie chodzi tylko o panią ale także o to co mi zagraża!
- Dziecko, uspokój się i wytłumacz o co ci chodzi - staruszka poprosiła spokojnym głosem.
- Nie umiem zachować spokoju, nie w sytuacji gdy on mi grozi w schronisku, ktoś mnie śledzi w drodze do domu, mój dom wygląda jakby przeszło tornado, na dodatek znalazłam list z pogróżką - wyjaśniłam podając jej kartkę.
- To niemożliwe, to nie mógł być Ashton, obiecał... -starsza pani nagle zamilkła.
- Co obiecał, kim on jest, dlaczego pani nic nie mówi? - W mojej głowie kłębiło się milion pytań.
- To... Elisabeth, Ashton to mój wnuk - odparła po chwili. W jednym momencie poczułam jakbg uleciało ze mnie powietrze. Nie wiem co mam myśleć. To jej rodzina, na dodatek najbliższa. Ale co on chce ode mnie i skąd zna mojego ojca?
- Ashton, musisz do mnje przyjechać... Musimy porozmawiać... Nie obchodzi mnie to, masz tu przyjechać! - Usłyszałam jak staruszka rozmawia przez telefon.
- Niedługo wszystko się wyjaśni Elisabeth - zwróciła się do mnie.
- Myśli pani, że to on?
- Nie wiem, mam nadzieję, że nie -uśmiechnęła się pod nosem.
- Wiesz, było mi ciężko gdy rodzice Ashtona rozwiedli się i każde poszło w swoją stronę. Dla Asha to było jak cios w serce, trudno mu było rozstać się z domem i ze mną. Potem było tylko gorzej, mój wnuk wdał się w nieciekawe towarzystwo, stał się zły i nieprzystępny. Myślałam, że jego przyjaciele jakoś mu pomogą ale oni tylko stali się podobni do niego. Teraz pewnie nie myślisz dobrze o tym chłopaku, ale Ashton nie jest zły, tylko ta cała sytuacja go zmieniła. On nie mógłby zrobić czegoś takiego.
Słuchając słów staruszki całkowicie się pogubiłam. Nie wiem czy wierzyć jej czy temu co zobaczyłam. Z jednej strony pani Irwin może bronić wnuka, ale z drugiej strony otwarła się przede mną. Nie miałaby powodu żeby kłamać. Chciałam jej powiedzieć, że rozumiem jak jej ciężko lecz przerwał nam blondyn.
- Jestem babciu, co było takiego ważnego? - Spytał, przytulając staruszkę. Pierwszy raz widziałam go z iskierką radości w ogromnych oczach. Jego radość nie trwała długo. Spojrzenie chłopaka zatrzymało się na mnie, jego spojrzenie wydawało się być lodowate.
- Co ona tu robi? - Wysyczał przez zęby.
- Właśnie o tym musimy porozmawiać.
- Babciu, uwierz, nie obchodzi mnie jakaś pusta lalunia z Sydney, której nawet nie powinno tutaj być. Niech tam wraca i robi tą swoją karierę modeleczki. Poza tym do kurwy, czemu jej powiedziałaś kim jestem?! Złamałaś obietnicę! - Chłopak zaczął krzyczeć na własną babcię, co z nim nie tak?!
- Posłuchaj, to nie jej wina tylko moja, ja ... - zaczęłam.
- Nie, to ty mnie posłuchaj. Nie wiem po co tu przyjechałaś i mącisz w życiu mojej babci, ale dobrze ci radzę, lepiej wracaj tam skąd jesteś. Raz już cię ostrzegałem, żebyś się kurwa nie wtrącała bo nie skończy się to dla ciebie dobrze do cholery! - Teraz ja stałam się jego celem, ale nie dam mu się tak łatwo.
- Demolujesz mi dom, w dodatku dom, który kupiłam od twojej babci i jakby tego było mało zostawiasz mi list. "Twój koszmar się zacznie"? Kolejna groźba? Co jest z tobą do cholery nie tak?! - Również zaczęłam krzyczeć, niestety nie byłam tak silna jak on, mój krzyk pomieszał się ze łzami strachu i złości. Nie umiałam kontrolować emocji, nie w takiej sytuacji...
Przepraszam za jakiekolwiek błędy, tekst był dodany z telefonu ;) część II w poniedziałek
piątek, 2 stycznia 2015
Rozdział 5
"To była jej kolejna ucieczka przed życiem, przed tym co może je odmienić."
Dzisiaj minął dokładnie miesiąc odkąd się usamodzielniłam. Tak, daję sobie radę. Znalazłam pracę w schronisku dla zwierząt. Mam dobry kontakt z panią Irwin. To naprawdę miła osoba, pomogła mi się odnaleść w mojej sytuacji i trochę zastępuje mi rodzinę. A propo rodziny, nie kontaktowałam się jeszcze z nimi, wiem, że jeszcze są na mnie źli. Czasem w nocy śni mi się tajemniczy blondyn ale przestałam go widywać.
- Siema, jak leci?- Przywitał się.
- Hej Mickey, jest dobrze.- "Chyba" nasunęło mi się na myśl.
- To co, tak jak zwykle? Ja biorę pierwszy sektor a ty drugi?- Spytał.
- Jasne, bierzmy się do pracy.- I na tym koniec naszej rozmowy czy innych, ten chłopak wyglądał na tajemniczego i skrytego. Praca w takich warunkach odpowiadała mi, żadnych zbędnych pytań, rozmów, spoufaleń, jedna wielka cisza. Michael też nie miał nic przeciwko, po prostu zabierał się do swojej pracy i nie wymagał ode mnie żadnych historii z życia.
- Clifford, mała przerwa, musisz z nami iść.- Usłyszałam jak ktoś woła.
- Stary, nie teraz, nie mogę tak po prostu sobie ot tak wyjść, poza tym Simona nie ma.
- Nie rozumiesz, że jest to, kurwa, pilne?!
- Na prawdę nie mogę- Michael coraz bardziej ulegał wpływowi tego faceta.
- Przepraszam, ale słyszałam waszą rozmowę- wtrąciłam wychodząc z boksu.- Ale Michael nie może wyjść, jest na swojej zmianie a jeśli szef wróci i zauważy, że go nie ma, wtedy Mick może wylecieć.
- Dlaczego do kurwy nędzy wtrącasz się do naszej rozmowy?!- Chłopak z krzykiem odwrócił się w moją stronę. To ten sam chłopak, który był u pani Irwin. Widać było u niego rosnącą złość.
- Um... Ja... - z zdenerwowania nie umiałam wypowiedzieć słowa.
- Dowiem się dzisiaj czemu się wtrącasz czy raczej nie dasz rady się wyjąkać- uśmiechnął się ze swojego marnego dowcipu.
- Ashton zostaw ją, ona nie chciała się odzywać- Michael stanął w mojej obronie.
- Jak uroczo, od kiedy stałeś się taki sentymentalny, to jak dowiem się?- Zwrócił się do mnie.
- Nie możesz tak sobie przychodzić tutaj i oczekiwać, że każdy będzie na twoje oczekiwanie.- Dumnie odpowiedziałam. Moja odwaga jednak szybko wyparowała, blondyn podszedł do mnie, stał tak blisko, nasze twarze dzieliły tylko milimetry.
- Posłuchaj mnie, nie wiesz kim jestem, cholera nawet nie chcesz tego wiedzieć, jedno moje słowo a twoje idealne życie może zamienić się w koszmar. Więc siedź, kurwa, cicho i nie wtrącaj się. A i jeszcze jedno, gdy wróci ten wasz pieprzony szef wróci, masz kryć mojego kumpla, jeśli nie pożałujesz tego.
Groźby blondyna zmusiły mnie do kiwnięcia głową na znak, że się zgadzam. Chłopak odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.
- Moje życie nie jest idealne- tylko to udało mi się z siebie cicho wyksztusić. Najwyraźniej nie tak cicho jak mi się wydawało. Blondyn zaciekawiony spojrzał na mnie i wyszedł.
Coś w tym chłopaku nakazywało, żeby mu się nie stawiać. Wyglądał na typowego badboya, a nie na chłopca z dobrego domu.
Michael skierował się do wyjścia, zawachał się przed wyjściem.
- Ellie, przepraszam. On... On nie jest taki zły, naprawdę wybacz.
- Michael, po prostu idź, w razie czego cię kryję.
- Clifford, rusz ten swój tyłek- usłyszeliśmy z zewnątrz.
Chłopak odwrócił się z niechęcią i wyszedł. I co ja mam teraz zrobić? Jeśli pan Simon zauważy, że Mickey wyszedł, obydwoje będziemy mieć przechlapane, jak nic nas wyleje. Dobra, lepiej zabrać się do pracy. Dzisiaj mam dwa razy więcej pracy.
- Już idę!
- Chcę ci tylko przekazać, że wyjeżdżam na tydzień. Schronisko jest na waszej głowie, jasne? Swoją drogą gdzie on jest? - Spytał.
- Yy... Eee... On... Michael źle się poczuł, wyszedł na chwilę na zewnątrz, niedługo powinien wrócić. - Marne tłumaczenie.
- To dziwne, przed chwilą go tam nie widziałem- czyżby pan Simon domyślił się że kłamię?
- Um... To może pójdę go poszukać- zaproponowałam.
- Nie! Zostajesz tutaj! Co wy oboje kombinujecie?!
- Już jestem!
- Michael, lepiej się czujesz? Podobno nie było z tobą tak dobrze jak wyglądasz? - Zapytał szef.
- Co? Aaa. Tak, już mi lepiej, mogę wracać do pracy - Clifford wytłumaczył się, z małą pomocą moich gestów, gdyby nie to z pewnością wymyśliłby inną historię, co wkopałoby mnie jeszcze bardziej.
- Świetnie, wracajcie do pracy - zwrócił się do nas, następnie odwrócił się do mnie. - A ty moja droga, po powrocie będę cię mieć na oku.
No oczywiście, kryłam tyłek kolegi i podpadłam szefowi.
- Liss, dziękuję, uratowałaś mnie.
- Michael, lepiej wracajmy do pracy.
Reszta pracy minęła szybko. Po dokładnym zamknięciu i sprawdzeniu wszystkiego wyszliśmy na zewnątrz. Wieczór był chłodny i był jednym z tych, kiedy chmury zasłaniają księżyc.
- Może chcesz żeby cię odprowadzić - spytał Mickey.
- Z wielką chęcią ale może innym razem, twoi znajomi czekają - wskazałam na stojący samochód.
- Możemy cię podwieść - nie ustawał chłopak.
- Naprawdę dziękuję, twój przyjaciel chyba za mną nie przepada. To do zobaczenia jutro.
- Do zobaczenia - po raz pierwszy mnie przytulił. Dodał cicho: - uważaj na siebie.
Skierował się do samochodu i odjechali. Zaczęłam się zastanawiać skąd ta nagła troska o mnie, czyżby jednak nie wierzył w tą dobroć przyjaciela?
Ruszyłam do domu. Było ciemniej niż zwykle. Nawet latarnie nie świeciły tak jasno jak zwykle. Miałam złe przeczucie, zignorowałam je jak zwykle. Będąc jakieś dwie przecznice od domu usłyszałam jakby ktoś za mną szedł. Osoba za mną nagle zaczęła biec, instynktownie się odwróciłam, zobaczyłam mężczyznę ubranego na czarno z kapturem na głowie i zasłoniętą twarzą. Teraz nabrałam pewności, on mnie gonił. Ruszyłam biegiem, dotarłam do furtki. Przy drzwiach zawładnął mną strach, nie mogłam znaleść kluczy. Zdenerwowana spojrzałam na ulicę ale nikogo nie było. Przecież nie mogłam sobie tego wymyśleć. Spokojniesza weszłam do domu, lecz to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Salon wyglądał jak istne pobojowisko, wszędzie leżały porozrzucane rzeczy. W sypialni było nie lepiej, na dodatek na lustrze wisiała przyczepiona kartka: "Lubisz koszmary? Twój zaraz się zacznie księżniczko. PS pozdrowienia dla tatusia"
Dzisiaj minął dokładnie miesiąc odkąd się usamodzielniłam. Tak, daję sobie radę. Znalazłam pracę w schronisku dla zwierząt. Mam dobry kontakt z panią Irwin. To naprawdę miła osoba, pomogła mi się odnaleść w mojej sytuacji i trochę zastępuje mi rodzinę. A propo rodziny, nie kontaktowałam się jeszcze z nimi, wiem, że jeszcze są na mnie źli. Czasem w nocy śni mi się tajemniczy blondyn ale przestałam go widywać.
***
Kolejny dzień w pracy. Nawet bardzo ją polubiłam, daję tym zwierzakom miłość na jaką zasłużyły, a one odwdzięczają się przytulaniem. W schronisku pracuje też chłopak o imieniu Michael, widać, że kocha zwierzęta ale ukrywa to chcąc być twardzielem. Typowe. Często znika, ale to nie moja sprawa. Tak?- Siema, jak leci?- Przywitał się.
- Hej Mickey, jest dobrze.- "Chyba" nasunęło mi się na myśl.
- To co, tak jak zwykle? Ja biorę pierwszy sektor a ty drugi?- Spytał.
- Jasne, bierzmy się do pracy.- I na tym koniec naszej rozmowy czy innych, ten chłopak wyglądał na tajemniczego i skrytego. Praca w takich warunkach odpowiadała mi, żadnych zbędnych pytań, rozmów, spoufaleń, jedna wielka cisza. Michael też nie miał nic przeciwko, po prostu zabierał się do swojej pracy i nie wymagał ode mnie żadnych historii z życia.
- Clifford, mała przerwa, musisz z nami iść.- Usłyszałam jak ktoś woła.
- Stary, nie teraz, nie mogę tak po prostu sobie ot tak wyjść, poza tym Simona nie ma.
- Nie rozumiesz, że jest to, kurwa, pilne?!
- Na prawdę nie mogę- Michael coraz bardziej ulegał wpływowi tego faceta.
- Przepraszam, ale słyszałam waszą rozmowę- wtrąciłam wychodząc z boksu.- Ale Michael nie może wyjść, jest na swojej zmianie a jeśli szef wróci i zauważy, że go nie ma, wtedy Mick może wylecieć.
- Dlaczego do kurwy nędzy wtrącasz się do naszej rozmowy?!- Chłopak z krzykiem odwrócił się w moją stronę. To ten sam chłopak, który był u pani Irwin. Widać było u niego rosnącą złość.
- Um... Ja... - z zdenerwowania nie umiałam wypowiedzieć słowa.
- Dowiem się dzisiaj czemu się wtrącasz czy raczej nie dasz rady się wyjąkać- uśmiechnął się ze swojego marnego dowcipu.
- Ashton zostaw ją, ona nie chciała się odzywać- Michael stanął w mojej obronie.
- Jak uroczo, od kiedy stałeś się taki sentymentalny, to jak dowiem się?- Zwrócił się do mnie.
- Nie możesz tak sobie przychodzić tutaj i oczekiwać, że każdy będzie na twoje oczekiwanie.- Dumnie odpowiedziałam. Moja odwaga jednak szybko wyparowała, blondyn podszedł do mnie, stał tak blisko, nasze twarze dzieliły tylko milimetry.
- Posłuchaj mnie, nie wiesz kim jestem, cholera nawet nie chcesz tego wiedzieć, jedno moje słowo a twoje idealne życie może zamienić się w koszmar. Więc siedź, kurwa, cicho i nie wtrącaj się. A i jeszcze jedno, gdy wróci ten wasz pieprzony szef wróci, masz kryć mojego kumpla, jeśli nie pożałujesz tego.
Groźby blondyna zmusiły mnie do kiwnięcia głową na znak, że się zgadzam. Chłopak odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.
- Moje życie nie jest idealne- tylko to udało mi się z siebie cicho wyksztusić. Najwyraźniej nie tak cicho jak mi się wydawało. Blondyn zaciekawiony spojrzał na mnie i wyszedł.
Coś w tym chłopaku nakazywało, żeby mu się nie stawiać. Wyglądał na typowego badboya, a nie na chłopca z dobrego domu.
Michael skierował się do wyjścia, zawachał się przed wyjściem.
- Ellie, przepraszam. On... On nie jest taki zły, naprawdę wybacz.
- Michael, po prostu idź, w razie czego cię kryję.
- Clifford, rusz ten swój tyłek- usłyszeliśmy z zewnątrz.
Chłopak odwrócił się z niechęcią i wyszedł. I co ja mam teraz zrobić? Jeśli pan Simon zauważy, że Mickey wyszedł, obydwoje będziemy mieć przechlapane, jak nic nas wyleje. Dobra, lepiej zabrać się do pracy. Dzisiaj mam dwa razy więcej pracy.
***
- Elisabeth, pozwól na chwilę- ups, to po mnie.- Już idę!
- Chcę ci tylko przekazać, że wyjeżdżam na tydzień. Schronisko jest na waszej głowie, jasne? Swoją drogą gdzie on jest? - Spytał.
- Yy... Eee... On... Michael źle się poczuł, wyszedł na chwilę na zewnątrz, niedługo powinien wrócić. - Marne tłumaczenie.
- To dziwne, przed chwilą go tam nie widziałem- czyżby pan Simon domyślił się że kłamię?
- Um... To może pójdę go poszukać- zaproponowałam.
- Nie! Zostajesz tutaj! Co wy oboje kombinujecie?!
- Już jestem!
- Michael, lepiej się czujesz? Podobno nie było z tobą tak dobrze jak wyglądasz? - Zapytał szef.
- Co? Aaa. Tak, już mi lepiej, mogę wracać do pracy - Clifford wytłumaczył się, z małą pomocą moich gestów, gdyby nie to z pewnością wymyśliłby inną historię, co wkopałoby mnie jeszcze bardziej.
- Świetnie, wracajcie do pracy - zwrócił się do nas, następnie odwrócił się do mnie. - A ty moja droga, po powrocie będę cię mieć na oku.
No oczywiście, kryłam tyłek kolegi i podpadłam szefowi.
- Liss, dziękuję, uratowałaś mnie.
- Michael, lepiej wracajmy do pracy.
Reszta pracy minęła szybko. Po dokładnym zamknięciu i sprawdzeniu wszystkiego wyszliśmy na zewnątrz. Wieczór był chłodny i był jednym z tych, kiedy chmury zasłaniają księżyc.
- Może chcesz żeby cię odprowadzić - spytał Mickey.
- Z wielką chęcią ale może innym razem, twoi znajomi czekają - wskazałam na stojący samochód.
- Możemy cię podwieść - nie ustawał chłopak.
- Naprawdę dziękuję, twój przyjaciel chyba za mną nie przepada. To do zobaczenia jutro.
- Do zobaczenia - po raz pierwszy mnie przytulił. Dodał cicho: - uważaj na siebie.
Skierował się do samochodu i odjechali. Zaczęłam się zastanawiać skąd ta nagła troska o mnie, czyżby jednak nie wierzył w tą dobroć przyjaciela?
Ruszyłam do domu. Było ciemniej niż zwykle. Nawet latarnie nie świeciły tak jasno jak zwykle. Miałam złe przeczucie, zignorowałam je jak zwykle. Będąc jakieś dwie przecznice od domu usłyszałam jakby ktoś za mną szedł. Osoba za mną nagle zaczęła biec, instynktownie się odwróciłam, zobaczyłam mężczyznę ubranego na czarno z kapturem na głowie i zasłoniętą twarzą. Teraz nabrałam pewności, on mnie gonił. Ruszyłam biegiem, dotarłam do furtki. Przy drzwiach zawładnął mną strach, nie mogłam znaleść kluczy. Zdenerwowana spojrzałam na ulicę ale nikogo nie było. Przecież nie mogłam sobie tego wymyśleć. Spokojniesza weszłam do domu, lecz to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Salon wyglądał jak istne pobojowisko, wszędzie leżały porozrzucane rzeczy. W sypialni było nie lepiej, na dodatek na lustrze wisiała przyczepiona kartka: "Lubisz koszmary? Twój zaraz się zacznie księżniczko. PS pozdrowienia dla tatusia"
Subskrybuj:
Posty (Atom)