Dzisiaj minął dokładnie miesiąc odkąd się usamodzielniłam. Tak, daję sobie radę. Znalazłam pracę w schronisku dla zwierząt. Mam dobry kontakt z panią Irwin. To naprawdę miła osoba, pomogła mi się odnaleść w mojej sytuacji i trochę zastępuje mi rodzinę. A propo rodziny, nie kontaktowałam się jeszcze z nimi, wiem, że jeszcze są na mnie źli. Czasem w nocy śni mi się tajemniczy blondyn ale przestałam go widywać.
***
Kolejny dzień w pracy. Nawet bardzo ją polubiłam, daję tym zwierzakom miłość na jaką zasłużyły, a one odwdzięczają się przytulaniem. W schronisku pracuje też chłopak o imieniu Michael, widać, że kocha zwierzęta ale ukrywa to chcąc być twardzielem. Typowe. Często znika, ale to nie moja sprawa. Tak?- Siema, jak leci?- Przywitał się.
- Hej Mickey, jest dobrze.- "Chyba" nasunęło mi się na myśl.
- To co, tak jak zwykle? Ja biorę pierwszy sektor a ty drugi?- Spytał.
- Jasne, bierzmy się do pracy.- I na tym koniec naszej rozmowy czy innych, ten chłopak wyglądał na tajemniczego i skrytego. Praca w takich warunkach odpowiadała mi, żadnych zbędnych pytań, rozmów, spoufaleń, jedna wielka cisza. Michael też nie miał nic przeciwko, po prostu zabierał się do swojej pracy i nie wymagał ode mnie żadnych historii z życia.
- Clifford, mała przerwa, musisz z nami iść.- Usłyszałam jak ktoś woła.
- Stary, nie teraz, nie mogę tak po prostu sobie ot tak wyjść, poza tym Simona nie ma.
- Nie rozumiesz, że jest to, kurwa, pilne?!
- Na prawdę nie mogę- Michael coraz bardziej ulegał wpływowi tego faceta.
- Przepraszam, ale słyszałam waszą rozmowę- wtrąciłam wychodząc z boksu.- Ale Michael nie może wyjść, jest na swojej zmianie a jeśli szef wróci i zauważy, że go nie ma, wtedy Mick może wylecieć.
- Dlaczego do kurwy nędzy wtrącasz się do naszej rozmowy?!- Chłopak z krzykiem odwrócił się w moją stronę. To ten sam chłopak, który był u pani Irwin. Widać było u niego rosnącą złość.
- Um... Ja... - z zdenerwowania nie umiałam wypowiedzieć słowa.
- Dowiem się dzisiaj czemu się wtrącasz czy raczej nie dasz rady się wyjąkać- uśmiechnął się ze swojego marnego dowcipu.
- Ashton zostaw ją, ona nie chciała się odzywać- Michael stanął w mojej obronie.
- Jak uroczo, od kiedy stałeś się taki sentymentalny, to jak dowiem się?- Zwrócił się do mnie.
- Nie możesz tak sobie przychodzić tutaj i oczekiwać, że każdy będzie na twoje oczekiwanie.- Dumnie odpowiedziałam. Moja odwaga jednak szybko wyparowała, blondyn podszedł do mnie, stał tak blisko, nasze twarze dzieliły tylko milimetry.
- Posłuchaj mnie, nie wiesz kim jestem, cholera nawet nie chcesz tego wiedzieć, jedno moje słowo a twoje idealne życie może zamienić się w koszmar. Więc siedź, kurwa, cicho i nie wtrącaj się. A i jeszcze jedno, gdy wróci ten wasz pieprzony szef wróci, masz kryć mojego kumpla, jeśli nie pożałujesz tego.
Groźby blondyna zmusiły mnie do kiwnięcia głową na znak, że się zgadzam. Chłopak odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.
- Moje życie nie jest idealne- tylko to udało mi się z siebie cicho wyksztusić. Najwyraźniej nie tak cicho jak mi się wydawało. Blondyn zaciekawiony spojrzał na mnie i wyszedł.
Coś w tym chłopaku nakazywało, żeby mu się nie stawiać. Wyglądał na typowego badboya, a nie na chłopca z dobrego domu.
Michael skierował się do wyjścia, zawachał się przed wyjściem.
- Ellie, przepraszam. On... On nie jest taki zły, naprawdę wybacz.
- Michael, po prostu idź, w razie czego cię kryję.
- Clifford, rusz ten swój tyłek- usłyszeliśmy z zewnątrz.
Chłopak odwrócił się z niechęcią i wyszedł. I co ja mam teraz zrobić? Jeśli pan Simon zauważy, że Mickey wyszedł, obydwoje będziemy mieć przechlapane, jak nic nas wyleje. Dobra, lepiej zabrać się do pracy. Dzisiaj mam dwa razy więcej pracy.
***
- Elisabeth, pozwól na chwilę- ups, to po mnie.- Już idę!
- Chcę ci tylko przekazać, że wyjeżdżam na tydzień. Schronisko jest na waszej głowie, jasne? Swoją drogą gdzie on jest? - Spytał.
- Yy... Eee... On... Michael źle się poczuł, wyszedł na chwilę na zewnątrz, niedługo powinien wrócić. - Marne tłumaczenie.
- To dziwne, przed chwilą go tam nie widziałem- czyżby pan Simon domyślił się że kłamię?
- Um... To może pójdę go poszukać- zaproponowałam.
- Nie! Zostajesz tutaj! Co wy oboje kombinujecie?!
- Już jestem!
- Michael, lepiej się czujesz? Podobno nie było z tobą tak dobrze jak wyglądasz? - Zapytał szef.
- Co? Aaa. Tak, już mi lepiej, mogę wracać do pracy - Clifford wytłumaczył się, z małą pomocą moich gestów, gdyby nie to z pewnością wymyśliłby inną historię, co wkopałoby mnie jeszcze bardziej.
- Świetnie, wracajcie do pracy - zwrócił się do nas, następnie odwrócił się do mnie. - A ty moja droga, po powrocie będę cię mieć na oku.
No oczywiście, kryłam tyłek kolegi i podpadłam szefowi.
- Liss, dziękuję, uratowałaś mnie.
- Michael, lepiej wracajmy do pracy.
Reszta pracy minęła szybko. Po dokładnym zamknięciu i sprawdzeniu wszystkiego wyszliśmy na zewnątrz. Wieczór był chłodny i był jednym z tych, kiedy chmury zasłaniają księżyc.
- Może chcesz żeby cię odprowadzić - spytał Mickey.
- Z wielką chęcią ale może innym razem, twoi znajomi czekają - wskazałam na stojący samochód.
- Możemy cię podwieść - nie ustawał chłopak.
- Naprawdę dziękuję, twój przyjaciel chyba za mną nie przepada. To do zobaczenia jutro.
- Do zobaczenia - po raz pierwszy mnie przytulił. Dodał cicho: - uważaj na siebie.
Skierował się do samochodu i odjechali. Zaczęłam się zastanawiać skąd ta nagła troska o mnie, czyżby jednak nie wierzył w tą dobroć przyjaciela?
Ruszyłam do domu. Było ciemniej niż zwykle. Nawet latarnie nie świeciły tak jasno jak zwykle. Miałam złe przeczucie, zignorowałam je jak zwykle. Będąc jakieś dwie przecznice od domu usłyszałam jakby ktoś za mną szedł. Osoba za mną nagle zaczęła biec, instynktownie się odwróciłam, zobaczyłam mężczyznę ubranego na czarno z kapturem na głowie i zasłoniętą twarzą. Teraz nabrałam pewności, on mnie gonił. Ruszyłam biegiem, dotarłam do furtki. Przy drzwiach zawładnął mną strach, nie mogłam znaleść kluczy. Zdenerwowana spojrzałam na ulicę ale nikogo nie było. Przecież nie mogłam sobie tego wymyśleć. Spokojniesza weszłam do domu, lecz to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Salon wyglądał jak istne pobojowisko, wszędzie leżały porozrzucane rzeczy. W sypialni było nie lepiej, na dodatek na lustrze wisiała przyczepiona kartka: "Lubisz koszmary? Twój zaraz się zacznie księżniczko. PS pozdrowienia dla tatusia"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz