poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 4



"Pier­wsza książka, po­całunek, ucie­czka z do­mu są zaw­sze najlepsze. "

Czas do pokazu i wyprowadzki mijał nieubłaganie szybko. Każdego dnia zastanawiałam się czy dobrze robię. Poza tym często śnił mi się ten tajemniczy blondyn i jego wzrok przepełniony nienawiścią. O co mu chodziło? Co ja zrobiłam? Może chodzi o ten dom, podpowiadała podświadomość. Ale przecież ten dom stał już na sprzedaż jakiś czas, na pewno nie chodziło o to. 
Rodzice byli na tyle zajęci pokazem, że nawet nie zauważyli jak powoli z mojego pokoju zaczęły znikać ubrania i rzeczy osobiste. Nikt nie zwracał na to uwagi. Przynajmniej nie muszę się nikomu tłumaczyć.


(Dzień pokazu/wyprowadzki)

Obudziłam się rano męczona koszmarem. Śniło mi się, że ktoś mnie gonił, jego słowa utkwiły mi w pamięci. "Nie uciekniesz przede mną, nigdy". Co się do cholery jasnej dzieje ze mną?! Zeszłam do kuchni, o dziwo byli wszyscy. Tata, mama, Elena, nawet babcia i dziadek. Czuć było atmosferę podekscytowania. 
- Lisa, kochanie, my z tatą i dziadkami niedługo jedziemy. Proszę cię, bądź z siostrą dwie godziny przed pokazem.Tylko się nie spóźnijcie.- Mama była poddenerwowana.
- Ale na pewno muszę brać udział w tym pokazie?- Spytałam bez nadzieji w głosie.
- Jasne, że tak, kochanie otwierasz i zamykasz pokaz. Poza tym, koniec głupich pytań, do zobaczenia niedługo moje modeleczki- tak po prostu wyszła jak i wszyscy. Spojrzałam na Elenę chcąc sprawdzić jak bardzo jest zła za słowa matki. Ale na jej twarzy można było wyczytać radość, ale nie taką gdy wygrała pierwszy konkurs piękności, jej radość była jakby smutna.
- Elena, chciałabym ci powiedzieć, że pomimo naszych relacji bardzo cię kocham i nieważne gdzie będę zawsze będziesz moją kochaną siostrzyczką- powiedziałam, że łzami w oczach.
- Oh, Elisabeth dlaczego się wyprowadzasz? Jeszcze możemy wszystko naprawić, powiemy rodzicom. Nie chcę, żebyś wyjeżdżała!- Elena zaczęła płakać i chyba pierwszy raz w życiu przytuliła się do mnie. 
- El, za późno, poza tym będę tylko w Hornsby, kiedy chcesz możesz mnie odwiedzić. Mam nadzieję, że godnie zastąpisz mnie na pokazie i nie powiesz rodzicom gdzie będę ok?
- Dobrze, obiecuję.- Powiedziała kładąc rękę na sercu. Może Elena nie była taka zła, walczyła tylko o to co kocha, tak jak ja. 
- Elisabeth, zaczekaj- usłyszałam, gdy miałam już wychodzić z pomieszczenia.- Ja... Ja chcę cię przeprosić za to jaka byłam. Zachowywałam się podle wobec ciebie. To nie prawda, że cię nienawidzę. Gdybym mogła cofnąć czas nie byłabym taką wredną zołzą. Mam tylko cichą nadzieję, że mi wybaczysz. Kocham cię siostro.- Jej słowa wypełnione smutkiem strasznie mnie zdziwiły. Ale cieszę się, że jednak nie jestem jej wrogiem.
- Em... Ja też cię kocham Elena- jedyne słowa, które potrafiłam w tej chwili powiedzieć. Przytuliłyśmy się i pożegnałyśmy. 
Jakie to dziwne, prawda? Przez całe życie jesteś czyimś wrogiem aż nagle taka scena miłości. Niestety, bywa. 
Pora zanieść resztę moich rzeczy do samochodu, odpalić silnik i rozpocząć nowe życie. Brzmi łatwo. Ostatni raz spojrzałam na mój pokój. Przed oczyma przeleciały mi wspomnienia. Moje urodziny, zabawy, nocowanie z koleżankami, popołudnia z herbatką z panną Dolly i innymi zabawkami. Wiele przygotowań na imprezy, pokazy, imprezy charytatywne. Wiele wylanych łez, sekretów i zmartwień. To wszystko zostanie w tym pokoju, nie ze mną. Rozpoczynam nowe, lepsze życie.


POV Danielle

Gdzie one są? Powinny być już 20 minut temu. Oby Elisabeth niczego głupiego nie wymyśliła, nigdy nie wiadomo co jej odbije. Czasami trudno mi uwierzyć, że ona naprawdę jest moją córką, jej nie interesuje modeling a przecież to najlepsza praca jaką można mieć. No nareście, są. Mała poprawka, jest.
- Elena, gdzie wy byłyście? Gdzie Elisabeth?- Coś było nie tak, moja Elena była smutna a w dzień pokazu nie może się smucić!
- Mamo, Elisabeth nie przyjedzie- odpowiedziała córka.
- Co ty mówisz? Niedługo pokaz, co ta dziewczyna znowu wymyśliła!- Teraz to kompletnie się zdenerwowałam. Pokaz za moment ma się zacząć a ona jakieś kaprysy urządza. Zadzwonię do niej i powiem, że ma mi natychmiast przyjeżdżać. Gdzie moja torebka? A, mam. Cholera, gdzie ten telefon?! Przy szukaniu natrafiłam na kopertę.
Była zaadresowana do mnie, to chyba pismo Elisabeth. Zaciekawiona zapomniałam o telefonie. Otworzyłąm kopertę.
- "Droga mamo! Nigdy nie sądziłam, że tak się potoczy nasze życie, ale każdy ma swój wybór. Moim wyborem jest, nie wiem jak to nazwać, zmiana, ucieczka. Mamo dziękuję ci za wszystko, za wykształcenie, za wychowanie mnie, za to, że nic mi nigdy nie brakowało. Ale jednak brakowało mi czegoś. Miłości i zrozumienia, zamiast tego zachęcaliście mnie do pracy modelki, która wogóle mnie nie interesowała. Piszę to do ciebie, żebyś wiedziała, że nie mam do ciebie i taty żalu. Mam nadzieję, że nie znienawidzicie mnie i kiedyś gdy już mi wybaczysz spotkamy się i porozmawiamy. Wiem, że pewnie martwisz się teraz co z pokazem. Niech Elena mnie zastąpi, ona jest ode mnie lepsza i zasługuje na to. Kocham was mamo. Zrozum mój wybór"- Przeczytałam list płacząc, Elisa nas opuściła i to w taki sposób. Moja córka to zwykły tchórz, nie umie się zmierzyć z żadnym problemem, woli uciekać. No cóż, jej wybór, żeby tylko nie żałowała i nie wróciła do nas z podkulonym ogonem. Szybko wykręciłam numer do niej. Pierwszy sygnał. Nic. Drugi. Nic. Trzeci, czwarty, nic. Nie odbiera. Taka wdzięczność!


POV Elisabeth

Mama już wie, wiem to po jej telefonie. Oczywiście nie odebrałam. Pewnie w tej chwili nienawidzi mnie z całego serca, nie dziwię się jej. Już wybrałam, przepraszam. Wjechałam na podjazd mojego nowego domu. Uśmiechnięta staruszka czekała na mnie. To moje nowe życie, a ta pani mi pomoże je rozpocząć. Uśmiechnęłam się. Wyszłam z samochodu. Przytuliłam starszą panią. Zaczynam moją nową historię, piszę ją sama. Nowe życie, nowa ja, lecz bez problemów. Od teraz wszystko się zmieni. Rozejrzałam się dookoła z uśmiechem i łzami w oczach. Mój wzrok zatrzymał się na tajemniczym blondynie na ulicy, był wściekły. Chyba w tym nowym życiu problemy mnie nie miną... 

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 3

Do jutrzejszego spotkania miałam jeszcze dużo czasu, teraz muszę jakoś wyciągnąć pieniądze z bankomatu żeby rodzice się nie zorientowali. Pojadę do banku, to dobry pomysł. Konto jest moje, jestem pełnoletnia więc bez problemu powinni wydać mi moje pieniądze.

***

Wizyta w banku nie należała do najprostszych ale na szczęście udana. Właściciel banku chciał zadzwonić do mojej mamy po co mi taka wielka suma pieniędzy. Plusem dla mnie było to, że przygotowałam się i przedstawiłam im odpowiednie argumenty i paragrafy w prawie. Prawie uległam namową aby zostawić 2/3 pieniędzy na koncie. Dopiero ten cichutki głosik w podświadomości podpowiedział, że to nie zbyt dobry pomysł. Potrzebuję tych pieniędzy, żeby się wyprowadzić. Całe konto opróżnione. Teraz pora spać.

***

Całą noc dręczyły mnie koszmary. Wypadek samochodowy, potem ucieczka przed kimś. Obawiałam się nowego miejsca, pewnie dlatego miałam takie dziwne sny. Zeszłam na śniadanie. O dziwo była tam mama.
- Witaj Lisa! Już niedługo nasz pokaz! Nie mogę się doczekać!- Jak zwykle podekscytowana pokazem. 
- Tak, ja też- przewróciłam oczami i odpowiedziałam z sarkazmem. Nasypałam płatki do miski i usiadłam naprzeciwko. Danielle spojrzała na mnie zdziwiona.
- Ty zamierzasz to zjeść?- Spytała unosząc brew.
- Tak, mamo. Co w tym dziwnego?
- Wiesz ile to ma kalorii?- Uh, zaczyna się.
- Wybacz. Mamo wybieram się dzisiaj na zakupy- szybka głupia wymówka.
- Może zabierzesz siostrę- zaproponowała. Co? Nie mogę.
- Um, Elena jeszcze śpi, nie chcę jej budzić- odpowiedziałam zdenerwowana na jej propozycję.
- No cóż, szkoda, macie z sobą słaby kontakt. Lisa? Dlaczego wypłaciłaś wszystkie pieniądze z konta?- Spytała. No to teraz po mnie. Nie wierzę, że ten facet zadzwonił do niej i powiedział o wszystkim. Kurwa.
- Um, no bo... Ja...- jąkałam się.
- Dlaczego?- Ponowiła pytanie rodzicielka.
- Ja... Stwierdziłam, że lepiej będzie jak będę je mieć w domu, no wiesz, teraz te napady na banki i wogóle.- Wytłumaczyłam podawając wymyśloną na szybko wymówkę.
- Hm... Następnym razem poinformuj nas o takich decyzjach. Naprawdę byłam zdziwona gdy pan Bloom do mnie zadzwonił z taką informacją.
- Dobrze, będę pamiętać- taa, pamiętać, mamo ty nawet nie myślisz o takiej możliwości, że uciekam z domu.
- Baw się dobrze na zakupach kochanie- powiedziała, jakby zakupy były najlepszą rzeczą na świecie, no może dla niej są.
- Dzięki.
Po śniadaniu poszłam na górę by się przebrać i ruszyć do samochodu. Włączyłam radio, akurat leciało  Hey There Delilah od Plain White T's. Odkąd pamiętam uwielbiałam tą piosenkę. Zaczęłam śpiewać razem z samochodowym radiem.
Don't you worry about the distance
I'm right there if you get lonely
Give this song another listen
Close your eyes
Listen to my voice it's my disguise
I'm by your side 
Myślałam o wszystkim podczas jazdy, o przyszłości, teraźniejszości. Zastanawiałam się co zrobiłam źle w przeszłości, że los teraz nie jest dla mnie łaskawy. Drogi losie, oddaj moje życie komuś kto tego pragnie, po co mi bycie modelką, nie chcę tego. Chcę pomagać innym i być fotografem. Nie zależy mi na karierze bo i tak nie robię tego co kocham. Mogę zostawić rodzinę, dom, otoczenie ale wspomnień nie zostawię. Mogę jedynie trzymać je w mojej głowie. Dam radę? Czemu wszystko jest takie niepewne, jak domek z kart. W każdej chwili może runąć.
Chyba dojechałam na miejsce, przed domem stała niska staruszka z rudym kotem na rękach.
- Dzień dobry, ja w sprawie kupna domu, dzwoniłam do pani wczoraj- przywitałam się z uśmiechem.
- Witaj dziecko, pewnie jesteś Elisabeth?- Zapytała.
- Tak, jestem Elisabeth Smith, miło mi.
- Jestem Alice Irwin. Jak wiesz, chciałabym sprzedać ten dom, może wejdziemy do środka?- Zaproponowała. 
Z zewnątrz dom był cudny. Stare drewno nabrało pięknego brązowego koloru a po jednej ścianie budynku pięły się rośliny i kwiaty. Widać było, że o dom i otoczenie ktoś dbał i to bardzo. Tak samo było w środku, ślicznie i czysto. Weszłyśmy do przestronnego salonu z wyjściem na taras. Zauważyłam za oknem mały staw i dużo zieleni. 
- Przepraszam, ja chyba nie mogę sprzedać pani tego domu- powiedziała nagle pani Irwin.
- Ale dlaczego?- Byłam zdezorientowana.
- Bo... No cóż... jest pani modelką, a ja nie mogę pozwolić by... um. Nie mam pewności, że będzie pani dbała o ten dom. Wiele dla mnie znaczy,a pani. Pani chyba nie jest odpowiednia.- Wytłumaczyła z lekkim zdenerwowaniem.
- Dlaczego ocenia mnie pani, nawet mnie nie znając? Wiele bym dała by zostawić tamto życie. Nie chcę być modelką, dlatego chcę kupić ten dom i rozpocząć życie jakby od początku. Miała pani tak kiedyś, że była rozdarta ponieważ była do zmuszana do czegoś czego nie lubi? Zastanawiała się pani czy zostawić rodzinę i uciec z tego życia? Rodzice którzy mają gdzieś uczucia własnej córki i siostra która nienawidzi? Poznała to pani?- Wyrzuciłam z siebie wszystko ze smutkiem i łzami w oczach. Zdałam sobie sprawę, że ta pani może, no nie wiem, na przykład pobiec do gazet i powiedzieć im co tak naprawdę myślę. Chociaż już mnie to nie obchodzi, jeśli nie tutaj to gdzieś indziej. Spojrzałam na starszą panią z bólem w oczach i łzami spływającymi po policzku. Wstałam i po prostu miałam wyjść gdy staruszka chwyciła mnie za dłoń.
- Zaczekaj, masz rację, oceniłam cię, nie znałam cię ale to zrobiłam. Po prostu ten dom jest dla mnie ważny, wychowałam się tutaj i teraz jest mi ciężko go sprzedać. 
- Ja...- przerwała mi.
- Zaufałaś mi i powiedziałaś o tym wszystkim, to wiele dla mnie znaczy. Jeśli mi obiecasz, że będziesz dbała o niego sprzedam ci go.- Powiedziała, teraz ona miała łzy w oczach.
- Obiecuję, tylko skoro jest taki ważny dla pani, to dlaczego go pani sprzedaje?- Zapytałam.
- A co mam z nim zrobić? Mieszkam tuż obok z mężem, nie potrzebujemy dwóch domów- wyjaśniła.
- A co z dziećmi, wnukami? Nie ma pani?- Spytałam, wiem, że naruszam jej prywatność ale pani Alice chyba mi zaufała bo nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
- Mam, oczywiście. Moja córka z mężem mieszkają w Sydney, mają nadzieję, że nakręcą dobry film i zarobią miliony. A wnuki? Najstarszy strasznie się zagubił, a młodsi. Nie widziałam ich już  jakieś trzy lata. Czasami zadzwonią złożyć życzenia czy coś.- Opowiedziała.
- Ja... Um, współczuję. Pani sama nie jest w lepszej sytuacji niż ja.
- Ale ty, kochanie masz szansę to jeszcze naprawić- powiedziała a mnie zrobiło się tak jakoś ciepło na sercu. Omówiłyśmy wszystkie sprawy zapłaty i wyszłyśmy. Pani Irwin odprowadziła mnie na ulicę.
- To, kiedy zamierzasz się wprowadzić?- Zapytała.
- Kojarzy pani datę pokazu mojej mamy? Wprowadzę się w teń dzień, tak by nikt w domu nie zauważył mojego zniknięcia. 
- Jesteś tego pewna?
- Nie, nie jestem- odpowiedziałam smutno. Spojrzałam na ulicę. Moją uwagę przykuł czarny samochód stojący po drugiej stronie ulicy i jakiś chłopak opierający się na niego i zerkający w naszym kierunku. W jego zachowaniu było coś dziwnego. Pod kapturem bluzy było widać jego blond włosy przytrzymywane przewiązaną przez czoło bandamką. Jego niebieskie oczy rozglądały się dookoła i lustrowały otoczenie. Wydawał się być zdenerwowany. Gdy zauważył panią Irwin postanowił powoli podejść.
- Kochanie, powinnaś już jechać- powiedziała staruszka zauważając tajemniczego blondyna.
- Ale... Ten chłopak... Wydaje się podejrzany- wyjaśniłam wskazując głową w jego kierunku.
- Jedź już.
- Dobrze, do widzenia.
- Do zobaczenia wkrótce skarbie- starsza pani odpowiedziałan nieco zniecierpliwona.
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam obdarowana wściekłym spojrzeniem blondyna. Co to miało być? Odjechałam odprowadzona wzrokiem dziwnego młodzieńca.