piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 3

Do jutrzejszego spotkania miałam jeszcze dużo czasu, teraz muszę jakoś wyciągnąć pieniądze z bankomatu żeby rodzice się nie zorientowali. Pojadę do banku, to dobry pomysł. Konto jest moje, jestem pełnoletnia więc bez problemu powinni wydać mi moje pieniądze.

***

Wizyta w banku nie należała do najprostszych ale na szczęście udana. Właściciel banku chciał zadzwonić do mojej mamy po co mi taka wielka suma pieniędzy. Plusem dla mnie było to, że przygotowałam się i przedstawiłam im odpowiednie argumenty i paragrafy w prawie. Prawie uległam namową aby zostawić 2/3 pieniędzy na koncie. Dopiero ten cichutki głosik w podświadomości podpowiedział, że to nie zbyt dobry pomysł. Potrzebuję tych pieniędzy, żeby się wyprowadzić. Całe konto opróżnione. Teraz pora spać.

***

Całą noc dręczyły mnie koszmary. Wypadek samochodowy, potem ucieczka przed kimś. Obawiałam się nowego miejsca, pewnie dlatego miałam takie dziwne sny. Zeszłam na śniadanie. O dziwo była tam mama.
- Witaj Lisa! Już niedługo nasz pokaz! Nie mogę się doczekać!- Jak zwykle podekscytowana pokazem. 
- Tak, ja też- przewróciłam oczami i odpowiedziałam z sarkazmem. Nasypałam płatki do miski i usiadłam naprzeciwko. Danielle spojrzała na mnie zdziwiona.
- Ty zamierzasz to zjeść?- Spytała unosząc brew.
- Tak, mamo. Co w tym dziwnego?
- Wiesz ile to ma kalorii?- Uh, zaczyna się.
- Wybacz. Mamo wybieram się dzisiaj na zakupy- szybka głupia wymówka.
- Może zabierzesz siostrę- zaproponowała. Co? Nie mogę.
- Um, Elena jeszcze śpi, nie chcę jej budzić- odpowiedziałam zdenerwowana na jej propozycję.
- No cóż, szkoda, macie z sobą słaby kontakt. Lisa? Dlaczego wypłaciłaś wszystkie pieniądze z konta?- Spytała. No to teraz po mnie. Nie wierzę, że ten facet zadzwonił do niej i powiedział o wszystkim. Kurwa.
- Um, no bo... Ja...- jąkałam się.
- Dlaczego?- Ponowiła pytanie rodzicielka.
- Ja... Stwierdziłam, że lepiej będzie jak będę je mieć w domu, no wiesz, teraz te napady na banki i wogóle.- Wytłumaczyłam podawając wymyśloną na szybko wymówkę.
- Hm... Następnym razem poinformuj nas o takich decyzjach. Naprawdę byłam zdziwona gdy pan Bloom do mnie zadzwonił z taką informacją.
- Dobrze, będę pamiętać- taa, pamiętać, mamo ty nawet nie myślisz o takiej możliwości, że uciekam z domu.
- Baw się dobrze na zakupach kochanie- powiedziała, jakby zakupy były najlepszą rzeczą na świecie, no może dla niej są.
- Dzięki.
Po śniadaniu poszłam na górę by się przebrać i ruszyć do samochodu. Włączyłam radio, akurat leciało  Hey There Delilah od Plain White T's. Odkąd pamiętam uwielbiałam tą piosenkę. Zaczęłam śpiewać razem z samochodowym radiem.
Don't you worry about the distance
I'm right there if you get lonely
Give this song another listen
Close your eyes
Listen to my voice it's my disguise
I'm by your side 
Myślałam o wszystkim podczas jazdy, o przyszłości, teraźniejszości. Zastanawiałam się co zrobiłam źle w przeszłości, że los teraz nie jest dla mnie łaskawy. Drogi losie, oddaj moje życie komuś kto tego pragnie, po co mi bycie modelką, nie chcę tego. Chcę pomagać innym i być fotografem. Nie zależy mi na karierze bo i tak nie robię tego co kocham. Mogę zostawić rodzinę, dom, otoczenie ale wspomnień nie zostawię. Mogę jedynie trzymać je w mojej głowie. Dam radę? Czemu wszystko jest takie niepewne, jak domek z kart. W każdej chwili może runąć.
Chyba dojechałam na miejsce, przed domem stała niska staruszka z rudym kotem na rękach.
- Dzień dobry, ja w sprawie kupna domu, dzwoniłam do pani wczoraj- przywitałam się z uśmiechem.
- Witaj dziecko, pewnie jesteś Elisabeth?- Zapytała.
- Tak, jestem Elisabeth Smith, miło mi.
- Jestem Alice Irwin. Jak wiesz, chciałabym sprzedać ten dom, może wejdziemy do środka?- Zaproponowała. 
Z zewnątrz dom był cudny. Stare drewno nabrało pięknego brązowego koloru a po jednej ścianie budynku pięły się rośliny i kwiaty. Widać było, że o dom i otoczenie ktoś dbał i to bardzo. Tak samo było w środku, ślicznie i czysto. Weszłyśmy do przestronnego salonu z wyjściem na taras. Zauważyłam za oknem mały staw i dużo zieleni. 
- Przepraszam, ja chyba nie mogę sprzedać pani tego domu- powiedziała nagle pani Irwin.
- Ale dlaczego?- Byłam zdezorientowana.
- Bo... No cóż... jest pani modelką, a ja nie mogę pozwolić by... um. Nie mam pewności, że będzie pani dbała o ten dom. Wiele dla mnie znaczy,a pani. Pani chyba nie jest odpowiednia.- Wytłumaczyła z lekkim zdenerwowaniem.
- Dlaczego ocenia mnie pani, nawet mnie nie znając? Wiele bym dała by zostawić tamto życie. Nie chcę być modelką, dlatego chcę kupić ten dom i rozpocząć życie jakby od początku. Miała pani tak kiedyś, że była rozdarta ponieważ była do zmuszana do czegoś czego nie lubi? Zastanawiała się pani czy zostawić rodzinę i uciec z tego życia? Rodzice którzy mają gdzieś uczucia własnej córki i siostra która nienawidzi? Poznała to pani?- Wyrzuciłam z siebie wszystko ze smutkiem i łzami w oczach. Zdałam sobie sprawę, że ta pani może, no nie wiem, na przykład pobiec do gazet i powiedzieć im co tak naprawdę myślę. Chociaż już mnie to nie obchodzi, jeśli nie tutaj to gdzieś indziej. Spojrzałam na starszą panią z bólem w oczach i łzami spływającymi po policzku. Wstałam i po prostu miałam wyjść gdy staruszka chwyciła mnie za dłoń.
- Zaczekaj, masz rację, oceniłam cię, nie znałam cię ale to zrobiłam. Po prostu ten dom jest dla mnie ważny, wychowałam się tutaj i teraz jest mi ciężko go sprzedać. 
- Ja...- przerwała mi.
- Zaufałaś mi i powiedziałaś o tym wszystkim, to wiele dla mnie znaczy. Jeśli mi obiecasz, że będziesz dbała o niego sprzedam ci go.- Powiedziała, teraz ona miała łzy w oczach.
- Obiecuję, tylko skoro jest taki ważny dla pani, to dlaczego go pani sprzedaje?- Zapytałam.
- A co mam z nim zrobić? Mieszkam tuż obok z mężem, nie potrzebujemy dwóch domów- wyjaśniła.
- A co z dziećmi, wnukami? Nie ma pani?- Spytałam, wiem, że naruszam jej prywatność ale pani Alice chyba mi zaufała bo nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
- Mam, oczywiście. Moja córka z mężem mieszkają w Sydney, mają nadzieję, że nakręcą dobry film i zarobią miliony. A wnuki? Najstarszy strasznie się zagubił, a młodsi. Nie widziałam ich już  jakieś trzy lata. Czasami zadzwonią złożyć życzenia czy coś.- Opowiedziała.
- Ja... Um, współczuję. Pani sama nie jest w lepszej sytuacji niż ja.
- Ale ty, kochanie masz szansę to jeszcze naprawić- powiedziała a mnie zrobiło się tak jakoś ciepło na sercu. Omówiłyśmy wszystkie sprawy zapłaty i wyszłyśmy. Pani Irwin odprowadziła mnie na ulicę.
- To, kiedy zamierzasz się wprowadzić?- Zapytała.
- Kojarzy pani datę pokazu mojej mamy? Wprowadzę się w teń dzień, tak by nikt w domu nie zauważył mojego zniknięcia. 
- Jesteś tego pewna?
- Nie, nie jestem- odpowiedziałam smutno. Spojrzałam na ulicę. Moją uwagę przykuł czarny samochód stojący po drugiej stronie ulicy i jakiś chłopak opierający się na niego i zerkający w naszym kierunku. W jego zachowaniu było coś dziwnego. Pod kapturem bluzy było widać jego blond włosy przytrzymywane przewiązaną przez czoło bandamką. Jego niebieskie oczy rozglądały się dookoła i lustrowały otoczenie. Wydawał się być zdenerwowany. Gdy zauważył panią Irwin postanowił powoli podejść.
- Kochanie, powinnaś już jechać- powiedziała staruszka zauważając tajemniczego blondyna.
- Ale... Ten chłopak... Wydaje się podejrzany- wyjaśniłam wskazując głową w jego kierunku.
- Jedź już.
- Dobrze, do widzenia.
- Do zobaczenia wkrótce skarbie- starsza pani odpowiedziałan nieco zniecierpliwona.
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam obdarowana wściekłym spojrzeniem blondyna. Co to miało być? Odjechałam odprowadzona wzrokiem dziwnego młodzieńca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz